wtorek, 5 lutego 2019

"Randka pod jemiołą" Agnieszka Olejnik


RANDKA

POD JEMIOŁĄ



Autor: Agnieszka Olejnik

Wydawnictwo: Czwarta Strona



Randka pod jemiołą” autorstwa Agnieszki Olejnik to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki. Jedna z wielu zeszłorocznych propozycji około świątecznych powieści.
Czy Agnieszka Olejnik zaczarowała mój świat? Czy magia jej pióra dotknęła mojej duszy?

Czy pocałunek pod jemiołą zawsze przynosi szczęście?

Joanna jest szczęśliwą mężatką. Nie przeszkadzają jej nawet staroświeckie poglądy jej męża dotyczące tego, jak powinna wyglądać i zachowywać się jego żona. Musi mieć długie włosy, zapinać guziki bluzki niemal pod samą szyję i zawsze trzymać w ręce najważniejszy atrybut domowego ogniska – ściereczkę do kurzu. Wszystko jednak się zmienia, gdy Joanna odkrywa, że mąż ją zdradza. Wraz z radykalną zmianą fryzury, bohaterka postanawia całkiem odmienić swoje życie.

Jej decyzja pociąga za sobą szereg konsekwencji – Joanna będzie musiała stawić czoła flirtującemu dyrektorowi szkoły oraz na nowo przemyśleć swój stosunek do pracy. Na szczęście, odkryje wokół siebie ludzi, którzy zawsze będą gotowi jej pomóc.

A gdy nadejdzie grudzień i pod butami zacznie skrzypieć śnieg, a wokół unosić się zapach pierników i pomarańczy, nikt nie będzie potrafił oprzeć się uczuciu.

W te święta każdy potrzebuje odrobiny bliskości.

Randka pod jemiołą” to obyczajowa powieść utrzymana w lekkim świątecznym nastroju. Główną bohaterkę Joannę poznajemy w chwili gdy jej życie zmienia się diametralnie w wyniku rozstania z mężem.
Mamy świetną okazję do obserwowania zmian jakie zachodzą w człowieku pod wpływem wykreowanych przez życie sytuacji.
Razem z bohaterką przeżywamy rozczarowanie, smutek, żal. Wraz z Asią odkrywamy ukryte w niej pokłady kobiecości, siły i talentu.
Asia, która początkowo nie potrafi odnaleźć sensu w swoim „nowym” życiu, wstępuje mozolnie na nieuniknione ścieżki jakie niesie jej los.
Należy zauważyć, że bohaterka podczas stawiania kolejnych kroków ma wokół siebie przyjaciół, na których zawsze może liczyć, co z pewnością w pozytywny sposób wpłynęło na płynność przekraczania kolejnych etapów godzenia się ze stratą oraz poczuciem beznadziejności.


Randka pod jemiołą” jest idealną powieścią, na jesienno – zimowe wieczory, jeśli potrzebujemy przyjemnej i lekkiej w wydźwięku lektury. Pełna ciepła i motywująca fabuła, podnoszący na duchu klimat, szczypta świątecznego nastroju, który nie jest jedynym wyznacznikiem treści, sprawiają, że z przyjemnością zanurzamy się w kolejnych rozdziałach.

Jakkolwiek się zachowujesz, cokolwiek robisz i mówisz, to zawsze Ty. Nikt inny.”

To prawdziwie życiowa myśl, która jak sądzę, przyświeca całej powieści.
Cokolwiek byśmy w życiu nie robili i jakkolwiek byśmy się nie zachowywali to zawsze pozostajemy sobą. A co za tym idzie jesteśmy odpowiedzialni za własne czyny, słowa i zachowanie.
Autorka nieśmiało podkreśla, że w relacjach interpesonalnych powinniśmy zachowywać odpowiednie proporcje i kierować się zawsze zwykłym ludzkim podejściem, pełnym empatii i szeroko rozumianego człowieczeństwa.

Bardzo mi się spodobało, że Agnieszka Olejnik zwraca uwagę czytelnika również na komunikację intrapersonalną. Autorka zauważa, że jest to jedna z najważniejszych relacji jakie każdy z nas powinien stawiać na wiodącym miejscu. W komunikacji z samym sobą winniśmy wykorzystywać nasze naturalne zdolności do wsłuchiwania się w siebie. Wewnętrzna mądrość życiowa, silna wola do pracy nad sobą oraz wysoki poziom intuicji pozwalają człowiekowi na rozwój oraz szerokie postrzeganie wszystkich aspektów rzeczywistości.

Autorka przemyciła w swej powieści prawdę starą jak świat, o której zbyt często zapominamy, mianowicie, najważniejsze jest byśmy zawsze byli wierni własnym przekonaniom i nie pozwoli innym zmieniać nas w kogoś kim nie jesteśmy.

Randka pod jemiołą” z pewnością spodoba się miłośnikom spokojnych obyczajowych powieści.
A ja z ciekawością sięgnę jeszcze kiedyś po inne powieści tej autorki. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję 

Wydawnictwu Czwarta Strona.



Znajdź na w.bibliotece.pl




"Cud grudniowej nocy" Magdalena Majcher


CUD
GRUDNIOWEJ
NOCY


Autor: Magdalena Majcher
Wydawnictwo: PASCAL

Cud grudniowej nocy” Magdaleny Majcher to cudeńko, na które czekałam od pierwszych chwil kiedy wiadomo już było, kiedy nastąpi premiera.
Muszę przyznać, bez ogródek, że od dawna zaczytuję się w powieściach autorki i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. A trzeba nadmienić, że z każdą kolejną książką skutecznie podnosi sobie poprzeczkę, a co za tym idzie podnosi moje oczekiwania.
Jaka jest Magdalena Majcher w świątecznym wydaniu?

Dwa pokolenia
Pięć kobiet
Jedna noc, która może odmienić ich życie

Magdalena nienawidzi świąt i ucieka w pracę przed bolesnymi wspomnieniami. Teresa marzy, by na chwilę przestać się martwić wszystkimi dookoła i móc zająć się sobą. Kamila musi poradzić sobie z nową rolą – partnerki i przyszłej matki. Kinga prowadzi życie, które idealne okazuje się tylko na Instagramie. Maria pragnie jednego – zgromadzić znów całą rodzinę przy wigilijnym stole.

Czy grudniowa noc sprawi, że stanie się cud?

Cud grudniowej nocy” zachwycił mnie nie tylko przecudną okładką, która urzeka od pierwszego wejrzenia. 
Należy dodać jeszcze, że ogromnie spodobał mi się podział fabuły na dni od 1 grudnia do 24 grudnia. Ten ciekawy zabieg sprawia, że powieść może być fantastycznym kalendarzem adwentowym dla najprawdziwszego mola książkowego.
(Pod warunkiem, że da radę panować nad sobą).


Cud grudniowej nocy” to historia pięciu kobiet – Teresy i Marii, które są siostrami oraz ich córek Kamili i Kingi (Teresa) a także Magdaleny (Maria).
Łączące je więzy krwi bynajmniej nie sprawiają, że nie ma między nimi spięć i rozbieżności.

Teresa - całym sercem marzy o Wigilii tylko we dwoje,którą mogłaby spędzić jedynie z mężem. Jest zmęczona codziennością, sprzątaniem, gotowaniem, ciągłą bieganiną, zajmowaniem się wszystkim i wszystkimi dookoła.
Czy uda jej pierwszy raz w życiu poczuć magię świąt? Czy spotka się ze zrozumieniem i akceptacją rodziny?

Jej córki to dwie dorosłe już kobiety i jak to w życiu bywa każda z nich boryka się z innymi problemami. Kamila, córka z pierwszego małżeństwa, w momencie kiedy ją poznajemy dowiaduje się o swej ciąży. Czy poradzi sobie z taką ogromną zmianą w swoim życiu? Czy dojdzie do kompromisu ze swoimi emocjami? Czy poczucie odtrącenia i „bycia gorszym” jakie drzemią w jej duszy pozwolą jej rozwinąć skrzydła?

Z kolei jej siostra Kinga to pani Perfekcyjna. Wszystko chce robić sama, bo wszystko wie najlepiej. Wiecznie zapracowana, po pracy zabiegana, w domu raczej mieszka aniżeli żyje. Uwielbia życie w mediach społecznościowych i z wielką starannością pokazuje swoją idealną rodzinę na Instagramie. Zdobywanie nowych „lajków” dodaje jej poczucia wartości i napełnia ją spełnieniem.
"Pozory. Kochała pławić się w ich blasku. 
To nic, że całymi dniami przebywali poza domem, a w mieszkaniu tylko sypiali. Nieważne, że większość mebli - wszystkie łóżka, kanapy, fotele - przykrywała na co dzień kocami, żeby się nie brudziły. 
Najważniejsze, żeby inni myśleli, że jest idealna
ma perfekcyjnie wysprzątany dom."


Czy Kinga poradzi sobie w sytuacji, w której postawi ją życie? Czy jej perfekcyjna rodzina i małżeństwo nie okażą się jedynie „szklanymi domami” stawianymi na kruchych fundamentach mediów?

Maria – w przeciwieństwie do swej siostry marzy o spędzeniu wigilii z całą rodziną, o gwarze przy świątecznym stole, o zapachu potraw, o hałasie, rozgardiaszu i wspólnym kolędowaniu. Niestety w jej przypadku nie jest to proste zadanie…
Czy Marii uda się osiągnąć zamierzenia? Do czego jest w stanie posunąć się człowiek wiedziony miłością i przemożnym uczuciem tęsknoty za najbliższymi?

Jej córka – Magdalena – od trzech lat nienawidzi świąt Bożego Narodzenia, unika wszystkiego co jest związane z tym okresem, zapracowuje się w tym okresie byle tylko przetrwać ten specyficzny czas. Dlaczego Magda tak bardzo nie lubi świąt? Czy jej postawa nie zagrozi jej małżeństwu? Czy uda jej się na nowo otworzyć na miłość i na życie?

Wszystko to oraz wiele wiele więcej znajdziecie w powieści „Cud grudniowej nocy”. Więcej Wam zdradzić nie mogę, ale mam nadzieję, że odpowiednio zaszczepiłam w Was ciekawość wobec wielobarwnego wnętrza tej powieści?



Jedno Wam powiem – Magdalena Majcher – po raz kolejny zachwyciła mnie swoim stylem. Cieszę, się, że mimo podjęcia klimatu świąt w powieści nie przerzuciła się na zmianę stylu pisania.
Jeśli zatem spodziewacie się piernikowej, słodkiej powiastki to od razu lojalnie uprzedzam, nie będzie ociekania lukrem.
Autorka obdarzyła swoich bohaterów różnymi charakterami, problemami mniejszymi i większymi, a nawet wielkimi. Dzięki temu mamy okazję poznać wielowymiarowe relacje pomiędzy nimi. Jest zatem życiowo i prawdziwie – jak w każdej rodzinie.
Czy bohaterom uda się osiągnąć to, o czym marzą?
Czy grudniowa noc przyniesie ze sobą cud?

Cud grudniowej nocy” to również delikatny manifest autorki, jak składa ona wobec życia w sieci.
Nie dajmy się zwariować! Nie wszystko to, co oglądamy na profilach naszych znajomych to prawda.
Zanim popadniemy więc w kompleksy z powodu naszej nie perfekcyjności i banalności – zadajmy sobie pytanie czy zdjęcia, które oglądamy u innych są faktycznym odbiciem stanu ich życia.
A przede wszystkim – nie wpadajmy sami w obłędną pułapkę życia na pokaz.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu PASCAL.


Znajdź na w.bibliotece.pl


"Anioł na śniegu" Joanna Szarańska


ANIOŁ

NA 

ŚNIEGU




Autor: Joanna Szarańska

Cykl: Cztery płatki śniegu (tom 2)
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Anioł na śniegu” to druga część cyklu „Cztery płatki śniegu” (której niestety nie czytałam, ale nadrobię ten brak), to również kolejna z zimowo – świątecznych pozycji na rynku wydawniczym jaką miałam okazję przeczytać.

Z twórczością autorki spotkałam się przy okazji przygód Zojki z serii „Kronika pechowych wypadków”, które zawsze są dla mnie niezwykłą przygodą.
Czy zatem świąteczna Joanna Szarańska również przypadła mi do gustu?

Pełna ciepła, radości i wzruszeń opowieść o rodzinnej bliskości.
Gdy na girlandach migoczą lampki, a bombki błyszczą wszystkimi kolorami, mieszkańcy miasteczka czują magię świąt. To czas przebaczenia i domowego ciepła, kiedy najbardziej cieszą drobiazgi, a codzienne nieporozumienia przestają być ważne.
W ten wyjątkowy, wigilijny wieczór nikt nie powinien być sam.
Bo najcenniejsze, co mamy, to czas spędzony razem.
Pachnąca piernikami i jodłą kontynuacja „Czterech płatków śniegu”, które tysiące czytelniczek znalazły pod choinką.

Anioł na śniegu” jak już wspomniałam jest kontynuacją poprzednich „Czterech płatków śniegu”, jest to zatem świetna okazja do ponownego spotkania ze znanymi już bohaterami (których ja poznałam dopiero teraz), mieszkańcami bloku przy ulicy Weissa 5 w Kalwarii.

Prym wiodą cztery przyjaciółki: Zuza, Anna, Monika i Marzenka, z którymi od razu się zaprzyjaźniłam. Przyznam się szczerze, że podczas lektury żałowałam, że do tej pory nie sięgnęłam po pierwszą część (niestety brak znajomości pewnych faktów z życia bohaterek, osobiście mi doskwierał i wielu rzeczy musiałam się domyślać).
Dlatego od razu namawiam Was na chronologiczne czytanie tego cyklu – będzie zwyczajnie łatwiej i z pewnością o wiele przyjemniej!


Poza czterema przyjaciółkami w powieści „Anioł na śniegu” znajdziemy całą gamę pobocznych bohaterów, bez których cała fabuła legła by w gruzach. Mama Kwiatek, Kajetan, Waldemar, Wacław Malinowski no i jakże pełna ciepła i serdeczności pani Michalska.

Anioł na śniegu” to powieść skrząca humorem, niewymuszonymi żartami i zabawnymi sytuacjami.
Okraszona przedświątecznym rozgardiaszem, szałem zakupowym i kuchennym galimatiasem.
Doprawiona szczyptą nostalgii i chwilami zapomnienia.
Autorka z pietyzmem dba o nasz dobry nastrój, a przy okazji w sposób prosty i płynący z serca pokazuje, że w okresie około świątecznym zbyt często ulegamy presji atakujących nas zewsząd schematów, zakupowego szaleństwa i karuzeli świątecznych utworów, na które jesteśmy skazani przynajmniej od połowy listopada.
A święta Bożego Narodzenia to przede wszystkim obecność bliskich nam osób, posłany pod choinką uśmiech, przytulenie policzka do czyjejś serdecznej dłoni. Pogodzenie się z tym, czego zmienić nie można i naprawienie tego, co można wyprostować.

Joanna Szarańska to autorka, która do powieści wkłada kawałek swojego serca i potrafi z komedii zrobić prawdziwie wzruszającą historię, i kochani to się naprawdę czuje w każdej linijce czytanego tekstu.
Powieść jest idealna na świąteczno - zimowe wieczory. Wyciszy Was i napełni nie tylko dobrym humorem, ale również nastroi Was świątecznym klimatem płynącym wprost spod Jodełki.


Serdecznie polecam i skrycie mam nadzieję, że doczekam się trzeciej części.
A jeśli nie – to może świątecznego wydania całkiem nowej historii. :)
Z pewnością powieść przypadnie do gustu wszystkim zaczytującym się w literaturze obyczajowej.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję 
Wydawnictwu Czwarta Strona.




Znajdź na w.bibliotece.pl



niedziela, 13 stycznia 2019




Teatr pod Białym

Latawcem

Autor: Ilona Gołebiewska
Wydawnictwo: Muza

„Teatr pod Białym Latawcem” Ilony Gołębiewskiej to kolejna powieść w dorobku literackim tejże autorki, która swoją premierę miała 17 października 2018 roku.
Jeśli ciekawi Was o czym jest ta historia i jakie wywarła na mnie wrażenie – zapraszam Was do zapoznania się z moimi odczuciami.

Zuzanna Widawska, do niedawna dziennikarka największego dziennika w kraju, z dnia na dzień traci pracę. Przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Szefowa z piekła rodem stawia przed nią wyzwanie, dzięki któremu odwiedza fundację, organizującą Festiwal Magicznych Nut dla osób z różnymi typami niepełnosprawności.

W wolskim teatrze poznaje Elenę Nilsen, aktorkę teatralną i filmową z czasów PRL-u, która dni sławy ma dawno za sobą. Teraz pracuje z dziećmi ze swojej kamienicy, angażując je w projekt organizowania „teatrów podwórkowych”, jest także wolontariuszką w Fundacji Złotych Serc. Zuza i Elena nie wiedzą, że Jakub Bilewicz, znany i bardzo zamożny warszawski biznesmen, z powodów osobistych uznaje stary wolski teatr za miejsce przeklęte i że przysiągł zetrzeć je z powierzchni ziemi.

Czy Zuzannie uda się odwieść Bilewicza od katastrofalnej decyzji? Czy podoła wyzwaniu, które ten jej rzuci? Czy muszą wyjść na jaw tajemnice z przeszłości? I jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać pewien biały latawiec?

Nieprzewidywalna, mocna i zaskakująca powieść o trudnych relacjach między ludźmi, wzajemnym zaufaniu i pogodzeniu się z przeszłością. To książka, która daje nadzieję, że zawsze jest dobry moment, by próbować odnaleźć własne szczęście.

Codziennie z całych sił próbujemy poderwać się do lotu, by wzbić się jak najwyżej, dotknąć błękitnego nieba, pierzastych chmur, poczuć ciepłe promienie słońca (…) Jednak życie pisze własne scenariusze i nie zawsze pyta nas o zdanie. Tak jest z latawcem – wystarczy pociągnąć mocniej za sznurek, by utracił obrany kurs i spadł na ziemię…

No właśnie! I w tym całe sedno!
My ludzie jesteśmy jak latawce.
Czasem wzbijamy się ponad korony drzew, szybujemy wysoko wraz z niosącym nas wiatrem, czasem obniżamy nasze loty, czasami gwałtownie skręcamy pchani nagłymi podmuchami powietrza, czasami upadamy na ziemię, łamiemy nasze szkielety, czasami ponownie wzbijamy się do lotu…



Teatr pod Białym Latawcem” to powieść o przyjaźni, zaufaniu i relacjach międzyludzkich, o poszukiwaniu prawdy i sprawiedliwości. To również historia o posiadaniu empatii, współczucia i chęci pomocy innym, niezależnie od naszych prywatnych potrzeb. Ale przede wszystkim jest to powieść, która mówi o szansach. O szansach, które możemy dać sobie sami, ale również i innym.

Autorka nie zaskoczyła mnie podejmowaniem trudnych tematów, wiedziałam, że tego mogę się spodziewać (jest to już stała cecha jej powieści). Ilona Gołębiewska z dużym zaangażowaniem podchodzi do problemów, jakie opisuje w swoich powieściach, co uznaję za wielki plus. Nie ma bowiem nic gorszego niż pisanie o ważnych sprawach traktując je pobieżnie. Na szczęście w przypadku Ilony Gołębiewskiej wszystko co ważne i trudne, traktowane jest z należytym pietyzmem.

Powieść „Teatr pod Białym Latawcem” w sposób subtelny, a jednocześnie bardzo dobitny, zmienia wizerunek osób niepełnosprawnych. Autorka stara się pokazać, że takie osoby nie są w niczym gorsze od ludzi zdrowych. Wielokrotnie pokazuje, jak wiele mają do zaoferowania światu i jak bardzo są pełni pasji, marzeń i aktywności. To ludzie, którzy pomimo swych ułomności, potrafią walczyć o spełnienie własnych pragnień oraz niestrudzenie zmagać się z własnymi słabościami.

,,Nikt z nas nie potrzebuje skrzydeł, by latać, tylko ludzi, dzięki którym nigdy się nie upadnie. To dzięki nim łatwiej jest postawić pierwszy krok, poskromić strach, wypełnić miłością pustkę, która powstaje wskutek złych wyborów, życiowych upadków, niespełnionych nadziei''.

Teatr pod Białym Latawcem” to przejmująca, pełna smutku i trudnych chwil powieść, gdzie jak to w życiu bywa, czasem jest bardzo trudno podnieść się z upadku. Gdzie ogrom nieszczęścia, które znienacka nas dotyka, sprawia, że zamykamy się przed całym światem. Autorka pokazuje, że mimo wszystko, nigdy nie jest tak beznadziejnie, by nie mogło być lepiej. Wystarczy tylko otworzyć się czasami na innych, dać sobie odrobinę zezwolenia na szczęście i poprawę codzienności. Uczy nas również byśmy potrafili doceniać to, co mamy, cieszyć się z drobnych rzeczy i żyć z wdzięcznością w sercu. Filozofia wdzięczności – jest wciąż mało znana w naszych polskich realiach, dlatego bardzo cieszę, się, że autorka zasiało w swej powieści to ziarenko.
Osobiście, od jakiegoś czasu, uczę się dostrzegać zalety własnego życia, szukam w swej codzienności pozytywów i rzeczy, które sprawiają, że moje życie jest dobre, dobre „mimo wszystko”.
Ktoś z Was powie, że to tylko zwykła pisanina i autorki, i moja.
A ja Wam powiem, że nieprawda. Póki sami nie spróbujecie być wdzięczni za to, co macie, nie dostaniecie od życia niczego więcej…

Jutro (…) niesie nadzieję i szansę na nowy start. To jest istotą życia... Zawsze można zacząć od nowa i niczego więcej nie żałować''.

Zdecydowanie „Teatr pod Białym Latawcem” jest powieścią, którą cechuje ogromna głębia i dojrzałość pióra autorki. Wciąga, zachwyca, ale przede wszystkim trafia tam gdzie, ukrywamy siebie samych przed światem. Zagłębia się w naszą świadomość i zaczyna w niej tworzyć nowe scenariusze, które powstają pod wpływem refleksji płynących z wnętrza fabuły.


Ta powieść niesie ze sobą mnóstwo emocji, otula nas szczelnie swoimi ramionami i swoją głębią doprowadza nas do stanu, w którym inaczej zaczynamy postrzegać własną codzienność. Żyjemy w czasach konsumpcyjnych, a co za tym idzie, zbyt często zapominamy o tym, co jest naprawdę ważne. 
Tymczasem Ilona Gołębiewska prowadzi nas, jak dzieci, na właściwą ścieżkę, poprzez wzmianki o wojnie wplątane w fabułę. Autorka niestrudzenie stara się pokazać nam, że zło, które wówczas miało miejsce było prawdziwe i okrutne, ludzie musieli walczyć o życie, o wolność, ale również o nadzieję, ze jutro w ogóle nadejdzie. 
Natomiast my - ludzie współcześni, żyjący w czasach pokoju i niepodległości, narzekamy na szarą codzienność i nie doceniamy tego, wszystkiego co mamy, oraz tego, co możemy zrobić z własnym życiem. Możemy każdego dnia zacząć wszystko od nowa, wciąż próbować i próbować. Nie musimy walczyć o każdy dzień i o przetrwanie. 
Owszem bywa ciężko, bo los doświadcza nas w różnoraki sposób i czasem jedyne na co mamy siłę to bezsilny płacz w poduszkę i zduszony krzyk naszej duszy, ale mimo to, mamy w swym posiadaniu najcenniejszy dar – jakim jest komfort dnia jutrzejszego, które na pewno nadejdzie...
A w związku z tym, mamy przed sobą wiele szans, by podnieść się i stawić czoła wszystkiemu.


Teatr pod Białym Latawcem” to powieść o wydźwięku metaforycznym, dzięki czemu autorka jest w stanie przekazać nam o wiele mocniej głębokie przesłanie jakie zawarła w treści książki.

Dziś, kiedy rynek wydawniczy zasypuje nas ogromem lektury do wyboru, takie perły, jak ta powieść wciąż zdarzają się stosunkowo zbyt rzadko. Tym bardziej doceniam staranność z jaką Ilona Gołębiewska pisze swe powieści.

Z żalem zakończyłam czytanie. Z żalem, który nie wypływa bynajmniej z niedokończonych wątków czy źle pociągniętej akcji. Wręcz przeciwnie. Tak było i tym razem.
Teatr pod Białym Latawcem” utwierdził mnie w przekonaniu, że ścieżka wdzięczności, na którą nie tak dawno wkroczyłam, jest jedyną słuszną drogą jaką powinnam iść.

Wznoszę się na wietrze, czasem wyżej, czasem niżej, jak latawiec…
Opadam czasem miękko na trawę, a czasem boleśnie zaczepiam się o wystające gałęzie drzew…
Ale wciąż i wciąż mam szansę, na jutro,
Na jutro, które na pewno nadejdzie...
Na jutro, w którym mogę wszystko.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję autorce Ilonie Gołębiewskiej 
oraz Wydawnictwu Muza.


Wypożycz na w.bibliotece.pl