niedziela, 9 grudnia 2018

"Zakochane Zakopane" Antologia świąteczna




ZAKOCHANE 

ZAKOPANE

Autor: AGNIESZKA KRAWCZYK, KRYSTYNA MIREK, ANNA H. NIEMCZYNOW, MAGDA STACHULA, ANNA SZCZYPCZYŃSKA, KAROLINA WILCZYŃSKA, MAGDALENA WITKIEWICZ.
Wydawnictwo: FILIA

To już czwarta antologia świątecznych opowiadań wydanych przez Wydawnictwo Filia. Nie będę zatem ukrywać, że jak tylko ukazała się jej zapowiedź stała się pozycją obowiązkową dla mnie na ten rok. Po przeczytaniu trzech pierwszych antologii nie mogło być inaczej.

Tym razem autorki opowiadań zabierają nas do Zakopanego. Cóż tam na nas czeka? Czy święta poza domem mogą być udane? A może mogą być o niebo lepsze?

Najsłynniejszy górski kurort zimą aż kipi życiem. Roi się w nim od amatorów rozrywek i używek, można także zauważyć wytrwałych bywalców tatrzańskich szlaków. Spragnieni odmiany mieszkańcy wielkich aglomeracji, amatorzy białego szaleństwa, regularni turyści, a także debiutanci na zakopiańskich deptakach – w Zakopanem spotkacie całą plejadę barwnych postaci.
Co stanie się, gdy drogi ich wszystkich przetną się na gwarnych Krupówkach, a serca zabiją jeszcze mocniej na hasło: ZAKOCHANE ZAKOPANE?! A wszystko przez jedną akcję promocyjną, w której wygraną był tygodniowy pobyt w WILLI POD JODŁAMI dla zakochanych...
Co z tego wyniknie? Czy miłość można wygrać w konkursie?
Zakochane Zakopane – tam zdarzyć może się wszystko!

Zakochane Zakopane” jest zbiorem siedmiu różnych historii, które chociaż zupełnie inne i zaskakujące, łączą się ze sobą w magiczną całość. Wspólnym mianownikiem tychże opowieści są bowiem święta Bożego Narodzenia, a także miejsce akcji – Zakopane, które przyciąga nas swoim jakże niepowtarzalnym urokiem niezależnie od pory roku.

Nie będę ukrywać, że na opowiadania moich ulubionych autorek cieszyłam się, jak dziecko trzymające w dłoniach cukrową laskę. Z twórczością niektórych zaś spotkałam się po raz pierwszy i muszę stwierdzić, że chyba grono moich ulubieńców poszerzy swoje kręgi.


Małe kłamstewka” Agnieszki Krawczyk – historia pełna ciepła i mądrości, gdzie zimno i mróz odkrywa nasze prawdziwe oblicze, pełne strachu o to co pomyślą o nas inni.

Wymarzony upominek” Krystyny Mirek – opowieść o miłości, cierpliwości, a przede wszystkim o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by naprawić nasze błędy.

Łańcuszek Couego” Anny H. Niemczynow – otuliła mnie miłością i wiarą, w to, że wszystko może się zdarzyć, jeśli tylko bardzo mocno tego będziemy pragnąć, że cuda zdarzają się nie tylko w święta...a z każdym dniem i w każdym aspekcie może być lepiej i lepiej (zrobiłam swój łańcuszek Couego). Pierwszy zaprogramowany węzełek już się spełnił <3 <3 <3 Aniu dziękuję, dziękuję, dziękuję po stokroć. 

Idealna para” Magdy Stachuli – przepełniona żalem, a jednocześnie mimo wszystko miłością, która jest w stanie pokonać wiele, a nader wszystko wybaczyć.

Serce z bristolu” Anny Szczypczyńskiej – zauroczy Was swoim klimatem, pełne miłości tej pierwszej i najważniejszej, która dowodzi, że życie czasem rozdaje karty zupełnie nieoczekiwanie.

Lawiny schodzą nieoczekiwanie” Karoliny Wilczyńskiej – przyprawione drżeniem serca, odrobiną strachu, ale i coraz to nowszymi odczuciami, które w rezultacie zaleją Was lawiną ciepła i spełnienia.

Kocham cię, kochanie moje” Magdaleny Witkiewicz – opowiadanie zwieńczyło całą antologię i dopełniło magią oraz niepowtarzalnym klimatem pełnym ciepła, zapachu pierników i zielonego świerku, szczyptą śniegu i mrozu, a przede wszystkim miłości, jak przystało na specjalistkę od szczęśliwych zakończeń.


Zakochane Zakopane” to fantastyczne preludium do wkroczenia w okres około świąteczny. Zatrzyma Was na chwilę w tym szalonym pędzie prania, sprzątania i gotowania. Przypomni o tym, co najważniejsze jest i być powinno – o miłości i wybaczeniu.
Ten świąteczny zbiór opowiadań daje również nadzieję. Nie mamy pojęcia co jutro czy pojutrze przyniesie nam los...może się okazać, że chociaż dziś patrzymy na przyszłość ze łzami w oczach i strachem w sercu, za jakiś czas życie sprawi nam niezwykłą niespodziankę, która na zawsze odmieni nasze życie.

Za wspaniałą przygodę w zaśnieżonym Zakopanem, gdzie mogłam zasiąść z kubkiem gorącej czekolady przed kominkiem, za łzy wzruszenia i grzańca na stoku, za wiarę i pięknie rozpoczęty świąteczny okres dziękuję Wydawnictwu Filia i wszystkim Autorkom.



wypożycz na w.bibliotece.pl


Ps. Polecam Wam również wcześniejsze antologie świątecznych opowiadań wydanych przez Wydawnictwo Filia, które otulą Was świątecznym ciepłem i sprawią, że dusza zadrży ze wzruszenia. 
* "Cicha 5" 
* "Siedem życzeń" 
* "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" 






"To nie jest Twoje dziecko" - Małgorzata Falkowska




TO NIE JEST

twoje

DZIECKO

Autor: Małgorzata Falkowska
Wydawnictwo: Lira


Ta powieść to moje pierwsze spotkanie z twórczością Małgorzaty Falkowskiej. Książka długo czekała na swoją kolej, gdyż niestety nie potrafię rozciągać swojego czasu.
„To nie jest twoje dziecko” przykuło moją uwagę nie tylko samym tytułem, ale również dość kontrowersyjnym opisem okładkowym. 
Temat niemalże tabu, co nie znaczy, że nie istnieje.

Jak wysoka może być cena macierzyństwa? Troje bohaterów: dobrze sytuowane małżeństwo, Anna i Paweł, oraz studentka Michalina, podejmuje brzemienną w skutkach decyzję, która nieodwracalnie zaważy na losie każdego z nich.

"To nie jest twoje dziecko" jest mroczną opowieścią o jednym z największych pragnień ludzkości i o tym, że złe wybory są często początkiem końca. Intryga, niespełnione nadzieje dwóch matek i umiejętnie budowane napięcie sprawią, że lektura tej książki nikogo nie pozostawi obojętnym.

Muszę przyznać się przed Wami, że do dziś mam mieszane odczucia dotyczące tej powieści.
Z jednej strony powieść wciąga, nie zaprzeczę, bo bym skłamała. Przeczytałam ją praktycznie na biegu i nie mogłam się oderwać, wciąż pragnąc dowiedzieć się więcej i zrozumieć więcej.
Z drugiej zaś strony - tak bardzo wkurzały mnie niektóre postępki bohaterów, że miałam chęć (dosłownie) nakopać im do tyłków. 
A z trzeciej strony cała ta historia wzbudziła we mnie ogromne refleksje, na które nie mam jednoznacznych odpowiedzi. 

Narracja prowadzona jest pierwszoosobowo z podziałem na wszystkie trzy główne postaci. Dzięki temu zabiegowi czytelnik ma okazję poznać historię z trzech perspektyw: Anny, Pawła i Michaliny.


Anna – kobieta silna, wykształcona i pewna siebie...ma prawie wszystko. Dobrą pracę, pieniądze, władzę, fantastyczny dom, dobrego zakochanego w niej po uszy męża… Do pełni szczęścia brakuje jej dziecka. Jej bezpłodność jest jak rysa na szkle w jej idealnym życiu. Początkowo polubiłam ją bardzo, byłam pełna empatii wobec niej i zrozumienia, nie tylko ze względu na jej ułomność, ale również ze względu na jej trudne dzieciństwo. Do czasu...
Kiedy w jej (i jej męża) życiu pojawia się Michalina, a w głowie Anny rodzi się „plan dziecko” w bohaterce zachodzą ogromne zmiany, których nijak nie potrafiłam zrozumieć.
Na zewnątrz nadal dobra i idealna Anna – okazała się zepsutym gnijącym od środka jabłkiem.
Tak mogę to ująć, nie chcąc zdradzać Wam zbyt dużo. Nie byłam w stanie w żaden sposób nadal sympatyzować z tą bohaterką.

Paweł – przystojny, pełen dobroci mąż Anny, który świata poza nią nie widzi. Która kobieta nie marzy o takim partnerze? Ja chyba nie znam takiej...Mężczyzna do bólu zakochany w swej kobiecie. Idealizuje jej obraz i usprawiedliwia każde zachowanie Anny – często nie mogłam tego pojąć...bo gdzieś tam we mnie było wszystko to czego dopuściła się jego żona, o czym on nie miał pojęcia. Współczułam mu, bo zdałam sobie sprawę z tego, że kompletnie uzależnił swoje istnienie i funkcjonowanie od decyzji i zachowań swej żony. Wodził za nią nosem jak pies, spełniał każdą jej zachciankę, akceptował wszystko, nawet jeśli nie było to zgodne z jego etyką zawodową i ludzką moralnością. Tak naprawdę mogę stwierdzić, że był uczuciowo zniewolony do potęgi „entej”. Anna też się cieszy. Inaczej niż ja, ale jest szczęśliwa. Chodzi po domu i głaszcze ten swój brzuch, jakby to w nim rozwijał się płód. Ten, którego tam na pewno nie ma...”.
Paweł nie potrafił, nie chciał czy nie miały siły się sprzeciwić i żyć według własnych reguł?

Michalina – młoda, biedna studentka, której los spłatał figla w postaci jednorazowego seksu i jego konsekwencji. Scenariusz stary jak świat...ale jakże prawdziwy...tak prawdziwy i smutny, że trudno sobie to wyobrazić. Momentami było mi jej szkoda, chwilami byłam na nią zła, a czasami miałam chęć potrząsnąć jej ramionami tak mocno, by się dziewczyna ocknęła i zaczęła w końcu racjonalnie myśleć. W moim odczuciu była nieco naiwna – ale akurat ja jestem ostatnią osobą na tym świecie, żeby móc ją z tego powodu oceniać. Któż nie bywa naiwny w tej naszej szarej codzienności? Zdarza się każdemu. Szkoda tylko, że za tę naiwność przychodzi nam zapłacić często najwyższą cenę.


„To nie jest twoje dziecko” to specyficzna powieść. Opinie są podzielone na jej temat.
Moim zdaniem autorce nie chodziło o zagłębianie się w najdrobniejsze detale, bardziej chyba chodziło o aspekt psychologiczny całej tej trudnej sytuacji, którą zgotowali sobie nawzajem bohaterowie.
Sytuacja niecodzienna, niezgodna z polskim prawem, karalna, moralnie potępiana i stygmatyzowana. A jednak takie rzeczy się dzieją w naszym kraju. Są zakopane głęboko pod stosami pieniędzy, zamiecione pod dywan, załatwiane pokątnie.
Małgorzata Falkowska nie moralizuje, nie ocenia, nie wyjawia swego prywatnego stanowiska dotyczącego tej konkretnej historii.
Autorka w moim odczuciu bardzo dobrze nakreśliła portrety psychologiczne postaci, głęboko zajrzała w ich dusze, dzięki czemu, poznajemy ich od podszewki. Był to zabieg celowy – po to, by każdy odbiorca indywidualnie podszedł do zagadnienia i wyrobił sobie własne zdanie na temat.
Stąd też jak mniemam opinie o książce są tak podzielone.

I bardzo dobrze.
Nie byłoby normalnie gdyby opinii o podjętym przez autorkę temacie nie było sporo, a przy tym każda inna.
Mroczna historia opowiedziana przez Małgorzatę Falkowską mogła się zdarzyć, nie musiała...ale któż to wie? W każdym razie - zaistniała na kartach jej powieści.
Być może ku przestrodze?
A może po to, byśmy zobaczyli, że nic nie jest takie, jak na pierwszy rzut oka wygląda?

Życie ... to taka pojemna walizka, która wydaje się nie mieć dna. Upychamy w niej wszystko. Czasem złożone uważnie wspomnienia, które chcemy pielęgnować, czasem wrzucone luzem, jakbyśmy chcieli o nich zapomnieć. Każdego dnia dokładamy coś nowego, aż w końcu należy otworzyć kieszenie walizki, aby zdobyć dodatkowe miejsce. Coś, co wydaje się nie mieć końca, nagle znajduje dno. Wtedy właśnie nadchodzi kryzys. To on pomaga nam wybrać, czy upychać wszystko dalej, czy wpierw pozbyć się niepotrzebnego.”


To nie jest twoje dziecko” to powieść, którą mogę śmiało Wam polecić.
Jednak ostrzegam, jeśli spodziewacie się słodkości, miodu i ckliwości – to nie tędy droga.
Ta książka zdecydowanie do takich nie należy!
To historia o mrocznych zakamarkach duszy, które budzą się w nas pod wpływem niecodziennych sytuacji. Autorka opowiada, o tym, że każdy człowiek ma w sobie dobro i zło, i jedynie od nas samych zależy, któremu z nich damy większe udziały w życiu.



Znajdź i wypożycz na w.bibliotece.pl


piątek, 23 listopada 2018

"Szczęście za horyzontem" Krystyna Mirek



SZCZĘŚCIE

ZA

HORYZONTEM

Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse Książki

„Szczęście za horyzontem” Krysi Mirek, to już nie wiem która z kolei (nawet nie śmiem liczyć) pozycja literacka w dorobku pisarskim autorki. Czytałam, śmiałam się i płakałam…
Dlaczego?
Odpowiedź znajdziecie poniżej.

Czasem spalone mosty to najlepszy początek. Justyna popełnia wielki błąd, po którym nie może już wrócić do dawnego życia: pracy w eleganckim biurowcu, wygodnego apartamentu i związku, który opiera się na przyjemności. Janek wszystko zrobił, jak należy, jednak na każdym polu ponosi klęskę. Ma kłopoty finansowe, beznadziejną pracę, której nie znosi, a jego dzieci są zaniedbane. Tych dwoje spotka się przypadkiem. Zderzenie dwóch światów sprawi, że życie Justyny i Janka na zawsze się odmieni. Czy starczy im odwagi, by poszukać szczęścia trochę dalej niż na wyciągnięcie dłoni? Ruszyć za horyzont, do miejsca, które wydaje się najmniej odpowiednie, a jednak kusi z wielką mocą? To historia niezwykła, pokazuje, jak bardzo można się pomylić, sądząc po pozorach.

Szczęście za horyzontem” to niepozorny tytuł i jeszcze bardziej niepozorna okładka. A to, co się za tym kryje – jest niesamowite. Tak mogę to ująć jednym słowem.

Krystyna Mirek napisała kolejną powieść pełną ciepła, ale i prawdy o nas samych. Ludzie dziś zbyt często szafują wyrokami, widzą to co chcą widzieć i zupełnie nie zastanawiają się na tym, że raz wypowiedziane słowa mogą kogoś zranić na zawsze.
To smutne jak wiele nam nie trzeba, by wydać opinię o innych sądząc tylko po pozorach, po ich zwykłej, szarej powierzchowności?
Ale tak właśnie jest.

Autorka podkreśla to stanowczo w swej powieści, co więcej ewidentnie nie zgadza się na to. Pokazuje w sposób prosty jak mocno żyjemy w czasach gdzie liczy się to o widać w mediach społecznościowych. Z jaką lekkością wyrabiamy sobie błędne często opinie o ludziach. Otaczają nas wszędzie uśmiechnięte zdjęcia, cudowne wspomnienia i tak zwane „lajki”. A przecież nie zawsze to, co widać jest odbiciem stanu faktycznego. Za tymi pięknymi fotkami kryją się często (nie zawsze) zgrzyty, kłótnie, tragedie.

Podczas lektury zastanawiałam się dlaczego ludzie to robią...
Dlaczego robią tyle rzeczy na pokaz?
Czy fałsz tak często pokazywany w sieci daje im poczucie jakieś dziwnej satysfakcji?
Czy może dodaje im siły i wiary?
Czy jest swego rodzaju wyznacznikiem ich wartości?

Trudno odpowiedzieć na te pytania nie znając przyczyn takiego postępowania.

Jedno wiem na pewno, żadne piękne zdjęcia w „internetach” nie są w stanie zmienić naszej rzeczywistości.
Dlatego idąc dalej śladami bohaterów powieści Krystyny Mirek śmiało mogę powiedzieć, że tylko żyjąc prawdziwie mamy możliwość kreowania naszego szczęścia i zadowolenia.



Szczęście za horyzontem” to również powieść, która porusza temat pomocy międzyludzkiej, zwracania uwagi na to, co dzieje się w naszym pobliżu.
Ileż to razy przechodzimy obok czyjegoś nieszczęścia – i nic z tym nie robimy?
Ile razy wolimy udawać, że nie widzimy czyjejś biedy? Czyjejś tragicznej sytuacji?
Zapominamy o tym zaraz jak znikamy za zakrętem.
Wiadomo, że całego świata nie zbawimy. Nie ma takiej opcji.
Często nasza własna codzienność bywa wystarczająco trudna do ogarnięcia…
Ale mimo wszystko, nie traćmy naszego człowieczeństwa. Nie zabijajmy własnymi kłopotami empatii, która w nas drzemie.
Czasami wystarczy komuś mały gest z naszej strony. Podzielenie się śniadaniem, pokazanie innej drogi, kilka słów wiary w czyjeś możliwości. I maszyna ruszy…

Autorka nie zawiodła mnie ani fabułą, ani kreacjami bohaterów. Wiele się dzieje i akcja naprawdę postępuje z każdą kolejną stroną, tak że nie sposób jest się oderwać.
Bohaterowie żyją, są prawdziwi, mają wady i zalety, a to sprawia, że bardzo łatwo się z nimi identyfikować i współodczuwanie ich emocji jest w tym przypadku samoistne.

Justyna i Jan – dwa różne światy.
Ona – dziewczyna z miasta, której życie zmieniło się w osobisty dramat za sprawą jednej złej podjętej decyzji. Czy będzie potrafiła sobie wybaczyć? Czy kiedykolwiek uzna, że zasługuje od życia na coś więcej niż pokuta?

On – zwykły, prosty chłop, jak sam o sobie mówi. Młodzieńcze zatracenie się w chwili zaowocowało w jego przypadku diametralną zmianą nie tylko w jego życiu, ale zaważyło o losach kilu osób. To pociągnęło za sobą lawinę kolejnych obowiązków, trudności i kłopotów, które z każdym dniem przygniatają go swym ciężarem. Czy jest w stanie uwierzyć, że jeszcze będzie dobrze? Czy mężczyzna, z trójką dzieci może otworzyć drzwi swego serca na miłość? Czy będzie na tyle silny, by zawalczyć nie tylko o dobro dzieci, ale i o własne szczęście?

Historia pozornie zwyczajna. A jednak pod tymi pozorami kryje się głęboka refleksja nad życiem.
Autorka nie daje nam przyzwolenia na letarg. Ustami Justyny wykrzykuje nam w twarz, że cokolwiek się dzieje, zawsze trzeba być szczerym, ze sobą i ze światem. Bez tego, nie da się zbudować nic. Zaś postawą Janka pragnie pokazać nam, że brak wiary w siebie i ludzi, sprawia że stoimy w miejscu.

Czasem spalone mosty to najlepszy początek!” - takie słowa padają w powieści.
Czy faktycznie tak jest?
Kiedyś, ktoś powiedział mi, że idąc przed siebie, nie powinnam palić mostów za sobą.

Nie posłuchałam. Spaliłam kilka z nich.
A jednak...
W moim przypadku od jednego takiego spalonego mostu zaczęło się dziać coś dobrego. Podobnie jak powieściowy Jan wykonałam jeden telefon i na nowo zbudowałam ten most. Okazało się, że można, i że ze wszech miar warto, bo „(…) wszędzie można znaleźć swoją furtkę do szczęścia”.
Przede mną wiele pracy, wiele dróg i wiele furtek do otwarcia…
Jednak te jeden odbudowany most okazał się dla mnie początkiem czegoś nowego. Dzięki temu wiem, że mam przy sobie osoby, które zawsze dostrzegały we mnie wartość samą w sobie. Nie przez piękne zdjęcia w mediach, nie przez fałszywie budowany obraz...a dlatego, że po prostu jestem dla nich kimś godnym zaufania, kimś komu warto dać drugą szansę, podać rękę. Dzięki temu poznałam nowe osoby, które stały się dla mnie naprawdę ważne.

Szczęście za horyzontem” to powieść, którą można śmiało mogę określić jako skarbnicę drogowskazów, które autorka poutykała pomiędzy zagmatwane losy bohaterów. Porusza do głębi, skłania do refleksji nad własnym postępowaniem i nad postrzeganiem świata. Zachęca byśmy nie odwracali wzroku od drugiego człowieka i nie żyli jedynie iluzjami, jakie zewsząd nas atakują w mediach. Żyjmy pełniej i bardziej świadomie, bo tylko tak jesteśmy w stanie czerpać ze świata pełnymi garściami. Być sobą i znaleźć w naszej egzystencji to, co najważniejsze.

"Człowiek może odnaleźć prawdziwe szczęście w zachwaszczonym ogrodzie (...)”

Szczęście za horyzontem” otuli Was swoim ciepłem i delikatnością. Z pewnością trafi do waszego czytelniczego serca. Uzmysłowi to, o czym zbyt często zapominamy w codziennym pędzie, prawdę o tym, że to co prawdziwe i dobre jest obok nas, ale często tego nie widzimy, gdyż wybieramy to, co jest wygodniejsze i łatwiejsze czyli pozorność. Gdy tymczasem spełnienie i szczęście wymaga od nas czasami walki i poświęcenia. A sukces (ten nasz wewnętrzny) będzie nam smakował o tyle bardziej i mocniej, o ile ciężej przyjdzie nam na niego zapracować.

"Kto nigdy nie był głodny, pojęcia nie ma o smaku potraw. Kto nie pracuje naprawdę, nie zna przyjemności wytchnienia."


Polecam zdecydowanie, ta powieść urzekła mnie nie tylko swoją prawdziwością, ale również ciepłem i odrobiną miłości (nie szalonej i szybkiej), ale tej prostej, rodzącej się powolutku każdego dnia. Zauroczyła mnie także magicznym, jesiennym klimatem górskiej miejscowości, gdzie bliżej człowiekowi do natury i jej skarbów. Chwyciła mnie za serce prostotą i ujawnieniem piękna, tam gdzie często go nie dostrzegamy.

"Szczęście za horyzontem" to idealna lektura na zimne wieczory i po ciężkim dniu pracy, przy parującym kubeczku herbaty. Rozgrzeje Was i wzruszy, a przede wszystkim otworzy furtkę, za którą mam nadzieję, każdy z Was zobaczy to wszystko, co warto cenić w życiu.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edipresse.


Znajdź na w.bibliotece.pl


"365 dni" Blanka Lipińska (ehh...)



365 dni

Autor: Blanka Lipińska
Wydawnictwo: Edipresse Książki.


„365 dni” dostałam od wydawnictwa jakiś czas temu...bodajże w wakacje.
Dawno! - ktoś powie…
Ano dawno.
Nadszedł jednak czas, bym skrobnęła Wam kilka słów o tej pozycji.
Nadmienię jednak już na początku, że robię to tylko ze względu na lojalność wobec WAS i ze względu na moją uczciwość wobec Wydawnictwa, wynikającą z naszej współpracy i obowiązkowego opiniowania powierzanych mi powieści. 

Obrzydliwie romantyczna, skrajnie prawdziwa i inspirująca...

Laura wraz ze swoim chłopakiem Martinem i dwójką przyjaciół wyjeżdżają na wakacje na Sycylię. Drugiego dnia pobytu – w swoje dwudzieste dziewiąte urodziny – dziewczyna zostaje porwana. Porywaczem okazuje się głowa sycylijskiej rodziny mafijnej, szalenie przystojny, młody don Massimo Toricelli. Mężczyzna kilka lat wcześniej przeżył zamach na swoje życie. Postrzelony kilka razy prawie umarł, a kiedy jego serce przestało bić, przed oczami zobaczył dziewczynę, a dokładnie Laurę Biel. Gdy przywrócono go do życia, obiecał sobie, że odnajdzie kobietę, którą zobaczył.

Massimo daje dziewczynie 365 dni na to, by go pokochała i z nim została.

Ojciec chrzestny” w połączeniu z „Pięćdziesięcioma twarzami Greya”.

Tyle dowiecie się z opisu okładkowego.
„Obrzydliwie romantyczna” - Obrzydliwa? Tak. Romantyczna? Zdecydowanie nie.
„Skrajnie prawdziwa” - Skrajna? O tak. Prawdziwa? - Tak (zwłaszcza jeśli chodzi o podrzędne porno).
„Inspirująca” - Inspirująca? Zdecydowanie NIE – osobiście się przyznam, że w pewnych sferach posiadam dużo większą fantazję i otwartość, aniżeli posiada ją „ałtorka” i jej bohaterowie.


Jak bym więc opisała tę pozycję?
Celowo używam słowa ”pozycja”, ponieważ powieścią tego nazwać nie mogę, książką również się nie da.
Powieść / książka posiadają nie tylko fabułę, ale przede wszystkim wnoszą coś w życie czytelnika. Jakąś myśl, refleksję, naukę, puentę, rozważania.
TA POZYCJA – nie wnosi w życie czytelnika nic.
No chyba, że jest to czytelnik, który jest uzależniony od filmów porno, a chwilowo wyłączyli mu prąd lub ma awarię sprzętów RTV. To w takim „skrajnym” przypadku ta pozycja owszem może się okazać ratująca życie!

Nie wiem Kochani, co Wydawnictwo miało na myśli wydając ową pozycję pod swymi skrzydłami? Kto podjął taką fatalną decyzję?
Wszak jest to jedno z wiodących wydawnictw na rynku polskim. Dodam, że wydawnictwo jest jednym z moich ulubionych wydawnictw – właśnie ze względu na wydawane powieści, które są pełne życia, prawdy i tego wszystkiego, co dobra książka powinna w sobie mieć.
Tym bardziej nie rozumiem, skąd decyzja o wydaniu tej pozycji!? Ba! Mało tego (na półkach w księgarniach już stoi kolejna część tego czegoś!)

Czy nazwisko „ałtorki” było aż tak kuszące? Czy chodziło o jej popularność na instagramie i w innych mediach społecznościowych? Czy jest to pozycja opłacona przez panią Lipińską?
Trudno stwierdzić. Wnikać nie zamierzam. Bo nie ma po co.

Powiem otwarcie, chociaż serce mnie boli, że muszę pisać takie rzeczy.
Ale szanuję WAS i właśnie ze względu na ten szacunek jaki wobec Was odczuwam – nie mogę zmilczeć.
Unikajcie tego gniotu, jak ognia!
Ponieważ to co się raz przeczyta – tego się już nie odprzeczyta!

Na początek pójdzie zatem początek (to pierwsze dwie albo trzy strony), scena w samolocie. Scena z założenia zapewne miała być erotyczna, no ale cóż...dla mnie to był zwyczajny gwałt oralny. Jakakolwiek by głupia nie była ta stewardessa, to jednak gwałt jest gwałtem! 
No i tu wchodzimy szybkim krokiem w świat Massimo.
Niestety, w tym świecie, co drugie słowo to kurwa, a chuj stanowi przecinek. (nie)Smaczku dodają przeplatane między nimi liczne kutasy, pierdolenie, rżnięcie i mnóstwo, naprawdę cała masa spermy zalewającej co i raz gardła bohaterek. Aż dziwne, że się biedaczki nie pokrztusiły od tej ilości.

Nie jestem pruderyjna. Sądzę, że seks jest jedną z najlepszych rzeczy pod słońcem. Nie ma znaczenia czy to seks w stałym związku czy przelotny romans. I taki, i taki może być cudowny, wspaniały, wznoszący nas na wyżyny licznych i niesamowitych przeżyć i orgazmów.
„ałtorka” z tyłu na okładce (wewnętrzna strona) nazywa się propagatorką otwartych rozmów o seksie, gdyż jak twierdzi wciąż ubolewa nad tym, jak mało jesteśmy, my kobiety, odważne.
Serio???
Jeśli tak wygląda propagowanie seksu i otwartości względem jego aspektów - to ja współczuję i „ałtorce” za takie żałosne podejście do tematu i tym, którzy faktycznie tylko tyle potrafią z tego seksu czerpać, co bohaterowie tej pozycji!
Bo wierzcie mi, można z niego wyciągnąć i osiągnąć dużo więcej!!!

Jeśli zatem jesteś osobą, która znudzona jest swoim misjonarskim (nudnym) pożyciem i chciałabyś coś zmienić, czegoś się nauczyć, dowiedzieć się jak to zrobić i jak zaskoczyć swego partnera – to absolutnie NIE sięgaj po tę pozycję! Zepsujesz sobie tylko głowę! A twój facet może być tak zaskoczony Twoim zachowaniem, że zamiast miłej niespodzianki i mega owocnego seksu przytrafi mu się „wpadka” i zwyczajnie ze stresu mu nie stanie.

Skupmy się teraz na bohaterach.
Laura - …eghmm...totalnie głupia i pusta panna. No cóż inaczej się nie da powiedzieć. Jeśli ktoś Cię porywa, grozi, że zabije Twoją rodzinę itp. to co robisz? Masz ochotę przelecieć swego porywacza? Doceniasz jego walory fizyczne? Chodzisz z nim na zakupy? I cieszysz się z drogich prezentów jakie Ci robi? A potem oczywiście idziesz z nim do łóżka i przeżywacie ekstazę za ekstazą, nie zapominając o falach spermy zalewającej gardło?
A tak to właśnie wygląda w tym przypadku! Po prostu pusta lala, której nijak nie można polubić.
Dlaczego „ałtorka” popełniła taką bohaterkę? Nie mam pojęcia. Laura jest doskonałym przykładem pustostanu mózgowego ale również idealnym odzwierciedleniem kobiety bez krztyny szacunku do siebie i bez wartości, którymi mogłaby się w życiu kierować.

Massimo - ...tyran i despota, mafiozo. Jeśli to ma być spełnienie kobiecych marzeń? To ja szczerze ubolewam nad poziomem własnej wartości kobiety, która ma taką wizję i potrzeby.
Ja naprawdę lubię tzw. „bad boyów”, któż ich nie lubi?
...no ale tutaj - „ałtorkę’ lekko poniosło. Massimo to oprawca, morderca, zimny, wstrętny facet, który miłość do kobiety postrzega chyba przez pryzmat ilości jej rżnięcia, względnie ilością hektolitrów połykanej przez nią spermy, (a tak zapomniałam o drogich prezentach).

No cóż...ogólnie mówiąc:
Bohaterowie są niewiarygodni i zwyczajnie irytujący. Trudno ich polubić i zrozumieć.

Styl literacki całkowicie leży, cechuje go ubogie słownictwo i brak różnorodnych środków językowych. Liczne powtórzenia tych samych opisów scen stają się bardzo szybko widoczne i niezwykle irytujące. Niestety, nie jest to jedyny, wielki minus tej pozycji.

Fabuła absolutnie przewidywalna i maksymalnie nie życiowa. Nie wiem kto uznał, że to będzie pozycja, która spodoba się czytelnikowi? I na jakiej podstawie ten ktoś stwierdził, że polski czytelnik jest, aż tak mało wymagający, by zadowolić się całą masą wulgaryzmów i ordynarnych opisów podrzędnego seksu?

Ubolewam bardzo, nad tym, że coś takiego zostało wydane! 
Co więcej – została wydana już nawet druga część tego „badziewia”. :( 

Cała seksualna otwartość została przesłoniona w „365 dniach” przez fatalnie poprowadzoną historię, przekleństwa (nie żebym sama czasem nie klęła), ale rynsztokowe słownictwo w co drugim zdaniu mocno narusza moje poczucie estetyki literackiej.
Ałtokra” miała być może zacny cel, ale droga do niego i jakość – okazały się po prostu kiepskie i nijakie.

NIE POLCAM!
A wręcz ostrzegam:
- szkoda waszych pieniędzy na zakup tej pozycji,
- szkoda czasu na czytanie tego czegoś,
- szkoda sobie psuć dobrego zdania na temat polskiej literatury,
- szkoda sobie psuć głowy (co się zobaczy, to się już nie odzobaczy!)

Wydawnictwu dziękuję za przesłanie pozycji do recenzji.

Ps. Pierwszy raz nie zrobiłam własnych zdjęć do recenzji – zwyczajnie mi się nie chciało, bo nie jest to pozycja, którą mogę polecić i być dumna z tego, że mamy świetnych autorów.
Zdjęcie wklejone do mojego postu pochodzi z otchłani internetu.

Jeśli jednak chcecie się tym katować to pozycję znajdziecie na w.bibliotece.pl