sobota, 21 grudnia 2019

"CÓRECZKI" Adrian Bednarek



CÓRECZKI

Autor: Adrian Bednarek
Wydawnictwo: Novae Res


Córeczki” to ostatnia powieść, która wyszła spod mrocznego pióra Adriana Bednarka. Wcześniejsza moja przygoda z jego pisarstwem to piekło pisane umysłem Kuby Sobańskiego w tetralogii „Pamiętnik Diabła”. Czy najświeższa powieść autora pociągnęła mnie na dno absolutnej degradacji i czy dostarczyła mi oscylującej na granicach normalności rozrywki?

Wspólna tajemnica jednoczy bardziej niż więzy krwi.

Ewa jest niedoszłą policjantką, która prowadzi butik w centrum Częstochowy. Pola zrezygnowała ze studiów medycznych i ledwie wiąże koniec z końcem, udzielając lekcji pole dance. Dzieli je prawie wszystko: wiek, osobowość, plany na przyszłość. Łączy zamaskowany morderca zwany Strachem na Wróble, który w odstępie dziesięciu lat sprowadził koszmar na ich rodziny.

Kiedy Ewa przypadkiem wpada na trop prowadzący do Stracha, nie waha się prosić Poli o pomoc. Wspólnie postanawiają odnaleźć bezwzględnego psychopatę, którego tożsamość pozostaje zagadką od ponad dwudziestu lat. Rozpoczyna się drobiazgowe i pełne zwrotów akcji śledztwo, które zmieni niejedno ludzkie życie. A to dopiero początek…



Córeczki” to po pierwsze w porównaniu do poprzednich książek Adriana Bednarka „grubasek” liczący 608 stron.
Powieść mimo że tym razem napisana z zupełnie innej perspektywy okazała się intrygująca i zaskakująca. Czytało mi się ją naprawdę dobrze, chociaż wrażenia tym razem mocno dawkowane przez autora, to jednak były silne i szczerze mogę powiedzieć, że nawet w tak stonowanym wydaniu Adrian znów dał mi na tacy paletę trudnych do zaspokojenia emocji.

Córeczki” to świetnie popełniony thriller psychologiczny, który wprowadza czytelnika w obłędny, doskonały inaczej świat kolejnego wykreowanego przez autora psychopaty.

Powieść opowiada o kolejnym seryjnym zabójcy, który dając upust swej mrocznej naturze rozpoczyna nierówną „zabawę” z matkami i dziećmi.
Jak mocno musi być zblazowany umysł, który podejmuje się takiej „gry”?
Kim tak naprawdę jest ten, który morduje na oczach matki niewinne dziecko?

Akcja powieści jest poprowadzona po mistrzowsku. Bardzo dużo się dzieje!
To daje Wam gwarancję porządnej lektury, przy której nie będziecie mieli czasu na nudę! 
Ba! 
W ogóle nie będziecie mieli czasu na cokolwiek.


Córeczki” zaskoczą Was totalnie. Fabuła jest nieprzewidywalna, a ja nie chcę Was zbytnio naprowadzać na to, co Was czeka.
A jest tego sporo!
Wszystko nakreślone perfekcyjnie i w bardzo przemyślany sposób, do tego mnogość wydarzeń i ich nieszablonowy tok doprowadzi Was na skraj czytelniczego orgazmu.
Śmiało mogę to powiedzieć, gdyż zdarza mi się to naprawdę rzadko!

Adrian Bednarek, jak już kiedyś wspomniałam, postawił na zło, takie w najczystszej postaci, pisząc swoje powieści.
Znajdą się tacy, co rzekną, że obecnie to się najlepiej sprzedaje. Może i tak.
Jednakże jego powieściom daleko jest od taniego blichtru, jakiego wiele na polskim rynku wydawniczym.

Autor w moim odczuciu, jak zawsze pisze głęboko, dosłownie i obrazowo, a sposób kreowania fabuły oraz postaci oraz ich wyrazistość nadaje jego książkom wielowymiarowy obraz, co z pewnością daje nam możliwość poznania najmroczniejszych zakamarków ludzkiej psychiki.

Adrian Bednarek to dla mnie geniusz thrillera psychologicznego – nawet jeśli tworzy powieści zupełnie inne niż wcześniej i opowiadane z innej perspektywy.


Czy zatem warto sięgnąć po „Córeczki”?
Ja Wam powiem tylko tyle – warto!
Oj warto po stokroć!


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


niedziela, 3 listopada 2019

"Nić Arachny" Renata Kosin



NIĆ ARACHNY
Siostry Jutrzenki

Autor: Renata Kosin
Cykl: Siostry Jutrzenki (tom 1)
Wydawnictwo: Filia

Nić Arachny” rozpoczyna nowy cykl pt. „Siostry Jutrzenki” autorstwa Renaty Kosin. Jeśli śledzicie od dawna mój profil, to wiecie, że powieści autorki zwykle trafiają do mnie w odpowiednim momencie mojego życia, wówczas potrafię zagłębić się w ich treść na tyle mocno, że jestem wyciągnąć z fabuły wszystko to, czym można się w powieści zachłysnąć. Czy tym razem też mi się to udało? Czy ziarno posiane przez Renatę Kosin padło na podatny grunt?

Historia, w której prawie każdy mógłby przejrzeć się jak w lustrze.
Saga szlacheckiego rodu Śmiałowskich, którego losy wyznacza rytm polskich dziejów. 
Fragmentem takiego świata jest też Przytulisko, maleńka podlaska wieś, która z pozoru nie różni się od innych. Tu, w wiekowym dworze, mieszkają dziadkowie Michaliny. Wnuczka spędza u nich każde swoje wakacje. Miejsce to skrywa w sobie wiele sekretów, co potwierdza pewien stary dziennik, w którym tkwi klucz do poznania dziejów rodziny Śmiałowskich. Dziewczyna dzięki niemu odkrywa, że losy jej przodków, mimo upływu czasu snują się nadal, splecione z jej własnym, jak nitki lnianego płótna tkanego przez Arachnę.

Nić Arachny” to prawdziwy „grubasek” , mimo to lekkie i barwne pióro jakim posługuje się autorka sprawiło, ze zaczytałam się w tej powieści na dobre.
Zwłaszcza, że ta powieść to niesamowita podróż po dziejach polski. Akcja dzieje się w wymiarze dwutorowym, mamy zatem wydarzenia bardziej współczesne, dziejące się w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku, jak i te odleglejsze, zapoczątkowane jeszcze w XIX wieku. Obie narracje w sposób niezwykły i malowniczy kreślą wizję całej fabuły.


Autorka, co widać podczas czytania, poświęciła tej powieści dużo czasu, jest ona napisana z wielką starannością i pietyzmem. Mnie „Nić Arachny” urzekła i zafascynowała swoim klimatem i atmosferą, która pozwala na wniknięcie w świat obyczajowości i tradycji życia szlacheckiego rodu. Przedstawia wzorce ówczesnych wartości, pokazuje jak trudne bywało życie, aranżowane małżeństwa, mezalianse, to wszystko sprawiało, że choć pozornie beztroskie i bogate życie, wcale takim nie było. Książka jest nad wyraz wartościowa, mądrość zawartą na jej kartach autorka powplatała pomiędzy wiersze niczym tytułowa Arachna.

Nić Arachny” to niezwykle dojrzała w wydźwięku powieść, która intryguje i zachwyca. I tak, tym razem również trafiła w moje ręce w odpowiednim momencie, z czego bardzo się cieszę. To wielowątkowa historia, w którą autorka wplotła wierność wobec tradycji i szacunek dla pamięci przodków. To powieść pokazująca również, że dzisiejszy świat, nasza teraźniejszość jest niczym innym, jak często wiernym odbiciem tego co już minęło, chociaż my niezbyt mamy tego świadomość, a jednak tak jest.


Jeśli kochacie powieści obyczajowe z wątkiem historycznym, ze szczyptą rodzinnej tajemnicy i zakurzonym pamiętnikiem...
Jeśli lubicie podróże w czasie, intrygi oraz ociupinkę magii słowiańskiej, to jest to odpowiednia lektura dla Was.
Zapraszam Was zatem do podlaskich wsi, gdzie pokochacie zielone pola, złote łany i kręte drogi pośród szumiących brzóz i rosochatych wierzb. Tam gdzie wciąż rozmawia się o tym, co minęło, jakby to nadal było. I gdzie czasami patrzy się w przyszłość przez pryzmat tego, czego już dawno nie ma.

Ja tymczasem zamierzam czekać cierpliwie na ciąg dalszy tej serii – wszak to dopiero początek i saga ma się wić dokładnie jak „Nić Arachny”.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Filia.



"Czarna lista" Kerry Wilkinson



CZARNA LISTA

Autor: Kerry Wilkinson
Cykl: Detektyw Jessica Daniel (tom 2)
Wydawnictwo: Dragon

Czarna lista to drugi tom z cyklu o przygodach detektyw Jessiki Daniel autorstwa Kerry Wilkinson. Wilkinson jak może wiecie (albo nie) jest brytyjskim pisarzem i dziennikarzem sportowym urodzonym w Bath w Somerset.
To było moje drugie spotkanie z jego twórczością. Czy zaliczyłam je do udanych?

Przed sierżant Jessicą Daniel piętrzy się stos ciał. Zazwyczaj kiedy na wolności grasuje seryjny zabójca, prowadzący śledztwo działają pod dużą presją, żeby jak najszybciej ująć sprawcę. Ale tym razem wszystkie ofiary to także nieznający litości kryminaliści. Media i opinia publiczna w tajemniczym mścicielu widzą nieoczekiwanego sprzymierzeńca. Nowy przełożony Jessiki również wydaje się nie mieć nic przeciwko temu, by ktoś wyręczał jego ludzi w pracy. Sprawy komplikują się, gdy lekarze sądowi odkrywają, że znaleziona na miejscu zbrodni krew zabójcy należy do mężczyzny odsiadującego wieloletni wyrok w więzieniu...

Muszę przyznać, że ten opis mnie zaintrygował i od razu nabrałam apetytu na ugryzienie tej historii.

W „Czarnej liście” autor wykreował nie lada zagadkę dla detektyw Jessiki Daniel. Wszystkie ślady na miejscach zbrodni jednoznacznie wskazują na to kim jest morderca. Nic tylko się cieszyć chciało by się rzec i klasnąć w dłonie. Ale tak łatwo nie było…
Bo jak się szybko okazało problem był bardziej skomplikowany!
No i tu zaczęło się już całkiem ciekawie, gdyż człowiek podejrzany o zabójstwa w tym samym czasie osadzony jest już w zakładzie karnym.
W głowie powstał mi mętlik, bo niby jak to możliwe, by penitencjariusz zakładu więziennego mógł dokonać zbrodni spoza krat?
Skąd na miejscu zbrodni ślady krwi zabójcy? Mordercy, który już not bene odsiaduje wyrok!
A może to wcale nie on?
Może ktoś go wrabia?
A może to jakiś jego genetyczny bliźniak?
Różne scenariusze krążyły mi po głowie.


Czarna lista” zaskoczyła mnie i trzymała poziom adrenaliny na odpowiednim poziomie kryminalnym.
Fajnie skonstruowana fabuła, dobrze wykreowani bohaterowie i niesamowity brytyjski klimat wciągają bez dwóch zdań!

Powiem Wam szczerze, że zaczynam siebie widzieć częściej w takim otoczeniu.
Autor zdecydowanie nabiera wiatru w żagle i wypływa na coraz to szersze morze, co niezmiernie mnie cieszy, bo to oznacza, że dobrego i ciekawego kryminału mi nie zabraknie.


Teraz zamierzam cierpliwie czekać na kolejną odsłonę cyklu o pani detektyw Daniel i mam nadzieję, że autor zaskoczy mnie wkrótce czymś niebagatelnym.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon.


"W potrzasku" Kerry Wilkinson



W POTRZASKU

Autor: Kerry Wilkinson
Cykl: Detektyw Jessica Daniel (tom 1)
Wydawnictwo: Dragon

W potrzasku” to pierwszy tom z cyklu o przygodach detektyw Jessiki Daniel autorstwa Kerry Wilkinson’a. Kerry jest brytyjski pisarzem i dziennikarzem sportowymPowiem szczerze, że zainteresowała mnie możliwość poznania jego pióra, ponieważ jak do tej pory, z kryminałem brytyjskim nie miałam za wiele do czynienia.

Kiedy w zamkniętym domu zostają odnalezione zwłoki, sierżant Jessica Daniel z wydziału dochodzeniowo - śledczego otrzymuje zadanie: musi nie tylko znaleźć mordercę, lecz także dowiedzieć się, w jaki sposób udało mu się niepostrzeżenie wejść do budynku i z niego wyjść.
Mając do dyspozycji nieliczne poszlaki oraz dziennikarza, który wydaje się wiedzieć na temat sprawy więcej od niej, Jessica zaczyna odczuwać presję – i to zanim na światło dzienne wyjdzie kolejne morderstwo, popełnione w tych samych okolicznościach.
W jaki sposób zabójcy udało się dopaść swoje ofiary w teoretycznie niemożliwych sytuacjach i co – jeśli w ogóle – te ofiary łączy?


Przyznam się od razu, że początek książki szedł mi mozolnie, ale jak zwykle w takich przypadkach daję powieści kredyt zaufania w ciemno i czekam cierpliwie na rozwój wydarzeń. Czy nastąpiło przyśpieszenie akcji i czy krew w żyłach zaczęła krążyć szybciej?

W potrzasku” mogę z całą pewnością zaliczyć do kategorii dobrej lektury, z ciężkim jak dla mnie początkiem, jak już wspomniałam, ale mimo to patrząc z perspektywy całości lektury to myślę, że warto dać tej powieści szansę, jak i samemu autorowi, który w Polsce nie jest jeszcze zbyt znany.
Jego powieść potrafi trzymać w napięciu, zwłaszcza ze względu na wykreowaną przez autora postać mordercy, który ciągle jest o krok przed panią detektyw.
No, bo kim jest do diaska ten, kto dokonuje zabójstw?
W jaki sposób udaje mu się dostać bezpiecznie do mieszkań i wyjść z nich zamykając za sobą drzwi po dokonaniu zbrodni?
Czyżby to był ktoś o zdolnościach słynnego iluzjonisty Houdini’ego?


W potrzasku” należy raczej do spokojnych kryminałów z zarysowanym wątkiem obyczajowym, a to znaczy, że jeśli szukacie brutalności i scen ociekających tryskającą wszędzie krwią, to się rozczarujecie.
Akcja owszem trzyma w napięciu, zarysowana zagadka kryminalna jest bardzo dobra i świetnie rozwinięta, ale ta powieść nakłania raczej do myślenia, aniżeli jeży włos na karku. I moim zdaniem dobrze. Wszak, ja miałam ochotę na dobry kryminał, a nie na połączenie krwawej jatki z psychozą. Analizowanie śladów, poszlak i szukanie „modus operandi” ramię w ramię z panią detektyw było wielce pasjonujące.
Czy udało mi się zgadnąć, kto i w jaki sposób zabijał? Niestety nie.
Rozwiązanie całej tej zagadki było dla mnie dość zaskakujące.
Ale nie zdradzę Wam nic więcej.
Przekonajcie się o tym sami!

Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Dragon.


sobota, 2 listopada 2019

"Światło gwiazd" Krystyna Mirek



Światło gwiazd

Autor: Krystyna Mirek
Cykl: Willa pod Kasztanem (tom 4)
Wydawnictwo: Edipresse Książki

Światło gwiazd” to już czwarty tom cyklu „Willa pod Kasztanem” autorstwa Krysi Mirek. Poprzednie części tj. „Światło w Cichą Noc”, „Światło o poranku” a także „Na strunach światła” skradły moje serce swoim ciepłem i rodzinną atmosferą.
Czy zwieńczenie tetralogii również otuliło mnie swoim świetlistym i pełnym miłości klimatem?

W Wilii po kasztanem nastała jesień. W wielkim ogrodzie jak zawsze pięknie, ale w życiu mieszkańców wiele zawirowań. Pewien mężczyzna, który częściej niż pod nogi spogląda w gwiazdy, bowiem z zawodu jest astrofizykiem, wprowadzi sporo zamieszania w życie jednej z kobiet. Bartek w swoim polowaniu na miłość będzie przekraczał kolejne granice, a dwie synowe pod jednym dachem mocno dadzą się we znaki spokojnej z natury babci Kalinie. Zapach szarlotki i smak domowej lemoniady nie wystarczą, by zaprowadzić pokój. Trzeba będzie użyć mocniejszych środków.
Jak wyprostować zawikłane rodzinne relacje?
Czy uda się wszystkim zasiąść przy wspólnym stole?
Kto zostanie w Wilii pod kasztanem?
Droga do szczęścia czasem bywa krucha, ale zawsze warto jej szukać.

Jesień w Willi pod Kasztanem jest szczególnie malownicza. Muszę przyznać, że Krystyna Mirek świetnie oddała wszystko to, co w tej porze roku najpiękniejsze i najbardziej urzekające. I udało się to autorce osiągnąć we własnym lekkim stylu, do tego stopnia, że byłam niemal gotowa pokochać jesień jako porę roku. A to już sporo, bo jak wiecie – nie przepadam, a nawet nie lubię takiej pogody, aury i klimatu.


Światło gwiazd” zaczęło się od tzw. wielkiego bum, a raczej od podróży do gwiazd.
Od razu poczułam, że w tej części cyklu sporo się wydarzy.
I nie myliłam się!

To powieść, która zawiera w sobie wszystkie najważniejsze składniki jakie powinna mieć wciągająca historia obyczajowa. Napisana charakterystycznym stylem pani Krysi, sprawia, że jest doskonałym antidotum na kłopoty dnia codziennego. Można się oderwać od własnej codzienności i znaleźć się w malowniczym i nostalgicznym ogrodzie Willi pod kasztanem, lub w kuchni babci Kaliny, gdzie panuje atmosfera ciepła i pachnie gorącą szarlotką.
Autorka niezwykle mocno podkreśla (tak też było w poprzednich tomach), jak bardzo ważnym aspektem w życiu każdego człowieka jest rodzina. Rodzina, w której powinno być wzajemne poszanowanie, wsparcie i zrozumienie. Troska powinno być jej drugim imieniem. A jak wiadomo nie zawsze tak jest. Rodzina to skomplikowana machina, która czasami szwankuje. Wystarczy czasem jedno zdarzenie, jedna chwila, jedno słowo – a jej fundamenty zaczynają pękać. Autorka wielokrotnie podkreśla, że mimo wszystko można te spękania posklejać. Da się wszystko naprawić pod warunkiem, że w rodzinie panuje miłość.

Światło gwiazd” to historia mocno ujmująca, miejscami zabawna, a czasem wzruszająca. Nie chcę Wam zbyt dużo zdradzać, ale jedno musicie wiedzieć, że w tej części naprawdę sporo się wydarzyło, nie wspominając już o zakończeniu, które...hmm zaskakuje, bo nie do końca tak sobie to wymarzyłam. No bo jak to tak?
Nie mam pojęcia czy doczekamy się kontynuacji tej serii, ale nie ukrywam, że po takiej końcówce w moim odczuciu istnieje taka szansa. I ja chętnie wówczas ponownie powrócę do Willi pod Kasztanem.


Światło gwiazd” to także historia, w której autorka porusza problematykę dojrzałej miłości pomiędzy dwojgiem doświadczonych życiowo ludzi. Czy łatwo jest zdecydować się na zakochanie w późniejszym wieku? Czy kobietom łatwo jest się otworzyć na coś nowego co staje na ich drodze? Jak widzą to inni? Czy dorosłe dzieci potrafią akceptować fakt, że ich rodzice wchodzą w silne relacje z nowymi osobami? Myślę, że to bardzo ciekawy temat. I warto się nad tym zastanowić i zadać sobie też pytanie: czy my jako społeczeństwo potrafimy być tolerancyjni wobec dojrzałej miłości, czy może raczej piętnujemy takie obrazki twierdząc „w tym wieku już nie wypada”?

Światło gwiazd” jak i cała seria – to tak naprawdę lek na wszystko. Na smuteczki codziennego dnia, na zły humor, na zmęczenie, na zwątpienie i na stres.
Otula ciepłym szalem, nakłada kolorowe okulary, aby jesienne słońce nie raziło zbyt mocno i wkłada rękawiczki na dłonie, by zbytnio nie zmarzły na wietrze.
Krystyna Mirek niezawodnie zabrała mnie kolejny raz w magiczną podróż, pełną ciepła i dobroci oraz wiary. 
Jeśli i Wy macie ochotę zanurzyć się w takim niesamowitym klimacie, który panuje w Willi pod kasztanem – to serdecznie Was tam zapraszam! 
Babcia Kalina z pewnością od razu uraczy Was słodkim ciastem i pyszną herbatką.



Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.


„Rachunek za szczęście, czyli caffé latte” Karolina Wilczyńska



Rachunek
za szczęście,
czyli caffé latte

Autor: Karolina Wilczyńska
Cykl: Kawiarenka za rogiem (tom 3)
Wydawnictwo: FILIA

Rachunek za szczęście, czyli caffé latte” to już ostatnia część serii „Kawiarenka za rogiem” Karoliny Wilczyńskiej. Jeśli czytaliście moje opinie o poprzedniczkach, to już wiecie, że z miłą ochotą po raz kolejny przekroczyłam progi tego uroczego miejsca, gdzie pachnie kawą, ciastem….ale nie tylko.


Kawiarenka za rogiem to miejsce, do którego chce się wracać! - to fakt, z którym trudno się nie zgodzić. 

Miłka próbuje poradzić sobie z problemami w kawiarence, ale niełatwo myśleć o pracy, gdy życie osobiste znowu się komplikuje. Na dodatek tajemnicza właścicielka kamienicy robi wszystko, by doprowadzić do zamknięcia lokalu.
Co na to Tymon? Kto będzie dla Miłki wsparciem w trudnych chwilach? Czy pani Wera wywróży bohaterce dobrą przyszłość? A może przepowie kolejne problemy?



Rachunek za szczęście, czyli caffé latte” to po prostu petarda. Najlepsza część cyklu , moim zdaniem, chociaż poprzedniczkom też niczego nie brakowało. 
Ale teraz to się dopiero podziało! Oj, mówię Wam...emocji było co niemiara i tych dobrych i tych złych, jak to w życiu bywa. A dzięki temu historia stała się bardziej realistyczna.

To ciepła i wzruszająca historia opowiadająca o tym, że przede wszystkim w życiu nic nie jest tylko czarne, albo tylko białe, że pomiędzy nimi jest mnóstwo odcieni szarości, ale także wiele innych barw. To także opowieść, o tym że dialog między ludźmi jest naprawdę potrzebny, a unikanie rozmowy zwłaszcza podczas konfliktów nie prowadzi do niczego dobrego. Czasem są w naszym życiu sytuacje, że owszem nie chcemy rozmawiać, mamy wszystkiego dość...i dobrze, jest czas na gniew, na przemyślenia, na namysł i refleksje, a także czas na wyciąganie wniosków i podążanie ku temu by naprawić to, co jeszcze się da sprostować.


Rachunek za szczęście, czyli caffé latte” jest bardzo dobrze skrojonym fabularnie zwieńczeniem całej historii. Całą serię czyta się bowiem bardzo dobrze, jest lekko napisana, jest w niej sporo emocji, ale nie brak jej humoru. Jeśli wybierzecie tę pozycję jako lekturę na nadchodzące zimne listopadowe wieczory to czeka Was dobrze i przyjemnie spędzony czas w towarzystwie nader wybornych postaci. A to wszystko w miłej i ciepłej atmosferze małej „Kawiarenki za rogiem”, która przyciąga do swego wnętrza niezliczoną ilość najróżniejszych charakterów. Nie raz się uśmiechniecie, nie raz uronicie łzy i nie raz zagotuje się w was ze złości. 

Czeka Was wiele emocji, codzienne zmagania i nieoczekiwane wydarzenia, a do tego aromatyczne słodko – gorzkie caffé – latte serwowane przez Karolinę Wilczyńską.
Macie ochotę zostać stałym gościem tej klimatycznej kawiarenki?
Jeśli tak – to zapraszam i polecam!





Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu FILIA.



ps. A na koniec, mam tylko dwa „ale”:
1. Dlaczego w tej części kot przybłęda raz nazywał się Wędrowiec, a raz Włóczęga?
2. I dlaczego Państwo Cieślik (Luiza, Witold i Franek) z pierwszego i drugiego tomu nagle zostali przechrzczeni na Państwo Dobrzyńskich?
Hmm...