niedziela, 13 stycznia 2019




Teatr pod Białym

Latawcem

Autor: Ilona Gołebiewska
Wydawnictwo: Muza

„Teatr pod Białym Latawcem” Ilony Gołębiewskiej to kolejna powieść w dorobku literackim tejże autorki, która swoją premierę miała 17 października 2018 roku.
Jeśli ciekawi Was o czym jest ta historia i jakie wywarła na mnie wrażenie – zapraszam Was do zapoznania się z moimi odczuciami.

Zuzanna Widawska, do niedawna dziennikarka największego dziennika w kraju, z dnia na dzień traci pracę. Przez kilka miesięcy tuła się po tanich hotelach i szuka zajęcia, aż trafia do redakcji pisma „Kobieta Taka jak Ty” i zamieszkuje w kamienicy na warszawskiej Woli. Szefowa z piekła rodem stawia przed nią wyzwanie, dzięki któremu odwiedza fundację, organizującą Festiwal Magicznych Nut dla osób z różnymi typami niepełnosprawności.

W wolskim teatrze poznaje Elenę Nilsen, aktorkę teatralną i filmową z czasów PRL-u, która dni sławy ma dawno za sobą. Teraz pracuje z dziećmi ze swojej kamienicy, angażując je w projekt organizowania „teatrów podwórkowych”, jest także wolontariuszką w Fundacji Złotych Serc. Zuza i Elena nie wiedzą, że Jakub Bilewicz, znany i bardzo zamożny warszawski biznesmen, z powodów osobistych uznaje stary wolski teatr za miejsce przeklęte i że przysiągł zetrzeć je z powierzchni ziemi.

Czy Zuzannie uda się odwieść Bilewicza od katastrofalnej decyzji? Czy podoła wyzwaniu, które ten jej rzuci? Czy muszą wyjść na jaw tajemnice z przeszłości? I jaką rolę ma w tym wszystkim odegrać pewien biały latawiec?

Nieprzewidywalna, mocna i zaskakująca powieść o trudnych relacjach między ludźmi, wzajemnym zaufaniu i pogodzeniu się z przeszłością. To książka, która daje nadzieję, że zawsze jest dobry moment, by próbować odnaleźć własne szczęście.

Codziennie z całych sił próbujemy poderwać się do lotu, by wzbić się jak najwyżej, dotknąć błękitnego nieba, pierzastych chmur, poczuć ciepłe promienie słońca (…) Jednak życie pisze własne scenariusze i nie zawsze pyta nas o zdanie. Tak jest z latawcem – wystarczy pociągnąć mocniej za sznurek, by utracił obrany kurs i spadł na ziemię…

No właśnie! I w tym całe sedno!
My ludzie jesteśmy jak latawce.
Czasem wzbijamy się ponad korony drzew, szybujemy wysoko wraz z niosącym nas wiatrem, czasem obniżamy nasze loty, czasami gwałtownie skręcamy pchani nagłymi podmuchami powietrza, czasami upadamy na ziemię, łamiemy nasze szkielety, czasami ponownie wzbijamy się do lotu…



Teatr pod Białym Latawcem” to powieść o przyjaźni, zaufaniu i relacjach międzyludzkich, o poszukiwaniu prawdy i sprawiedliwości. To również historia o posiadaniu empatii, współczucia i chęci pomocy innym, niezależnie od naszych prywatnych potrzeb. Ale przede wszystkim jest to powieść, która mówi o szansach. O szansach, które możemy dać sobie sami, ale również i innym.

Autorka nie zaskoczyła mnie podejmowaniem trudnych tematów, wiedziałam, że tego mogę się spodziewać (jest to już stała cecha jej powieści). Ilona Gołębiewska z dużym zaangażowaniem podchodzi do problemów, jakie opisuje w swoich powieściach, co uznaję za wielki plus. Nie ma bowiem nic gorszego niż pisanie o ważnych sprawach traktując je pobieżnie. Na szczęście w przypadku Ilony Gołębiewskiej wszystko co ważne i trudne, traktowane jest z należytym pietyzmem.

Powieść „Teatr pod Białym Latawcem” w sposób subtelny, a jednocześnie bardzo dobitny, zmienia wizerunek osób niepełnosprawnych. Autorka stara się pokazać, że takie osoby nie są w niczym gorsze od ludzi zdrowych. Wielokrotnie pokazuje, jak wiele mają do zaoferowania światu i jak bardzo są pełni pasji, marzeń i aktywności. To ludzie, którzy pomimo swych ułomności, potrafią walczyć o spełnienie własnych pragnień oraz niestrudzenie zmagać się z własnymi słabościami.

,,Nikt z nas nie potrzebuje skrzydeł, by latać, tylko ludzi, dzięki którym nigdy się nie upadnie. To dzięki nim łatwiej jest postawić pierwszy krok, poskromić strach, wypełnić miłością pustkę, która powstaje wskutek złych wyborów, życiowych upadków, niespełnionych nadziei''.

Teatr pod Białym Latawcem” to przejmująca, pełna smutku i trudnych chwil powieść, gdzie jak to w życiu bywa, czasem jest bardzo trudno podnieść się z upadku. Gdzie ogrom nieszczęścia, które znienacka nas dotyka, sprawia, że zamykamy się przed całym światem. Autorka pokazuje, że mimo wszystko, nigdy nie jest tak beznadziejnie, by nie mogło być lepiej. Wystarczy tylko otworzyć się czasami na innych, dać sobie odrobinę zezwolenia na szczęście i poprawę codzienności. Uczy nas również byśmy potrafili doceniać to, co mamy, cieszyć się z drobnych rzeczy i żyć z wdzięcznością w sercu. Filozofia wdzięczności – jest wciąż mało znana w naszych polskich realiach, dlatego bardzo cieszę, się, że autorka zasiało w swej powieści to ziarenko.
Osobiście, od jakiegoś czasu, uczę się dostrzegać zalety własnego życia, szukam w swej codzienności pozytywów i rzeczy, które sprawiają, że moje życie jest dobre, dobre „mimo wszystko”.
Ktoś z Was powie, że to tylko zwykła pisanina i autorki, i moja.
A ja Wam powiem, że nieprawda. Póki sami nie spróbujecie być wdzięczni za to, co macie, nie dostaniecie od życia niczego więcej…

Jutro (…) niesie nadzieję i szansę na nowy start. To jest istotą życia... Zawsze można zacząć od nowa i niczego więcej nie żałować''.

Zdecydowanie „Teatr pod Białym Latawcem” jest powieścią, którą cechuje ogromna głębia i dojrzałość pióra autorki. Wciąga, zachwyca, ale przede wszystkim trafia tam gdzie, ukrywamy siebie samych przed światem. Zagłębia się w naszą świadomość i zaczyna w niej tworzyć nowe scenariusze, które powstają pod wpływem refleksji płynących z wnętrza fabuły.


Ta powieść niesie ze sobą mnóstwo emocji, otula nas szczelnie swoimi ramionami i swoją głębią doprowadza nas do stanu, w którym inaczej zaczynamy postrzegać własną codzienność. Żyjemy w czasach konsumpcyjnych, a co za tym idzie, zbyt często zapominamy o tym, co jest naprawdę ważne. 
Tymczasem Ilona Gołębiewska prowadzi nas, jak dzieci, na właściwą ścieżkę, poprzez wzmianki o wojnie wplątane w fabułę. Autorka niestrudzenie stara się pokazać nam, że zło, które wówczas miało miejsce było prawdziwe i okrutne, ludzie musieli walczyć o życie, o wolność, ale również o nadzieję, ze jutro w ogóle nadejdzie. 
Natomiast my - ludzie współcześni, żyjący w czasach pokoju i niepodległości, narzekamy na szarą codzienność i nie doceniamy tego, wszystkiego co mamy, oraz tego, co możemy zrobić z własnym życiem. Możemy każdego dnia zacząć wszystko od nowa, wciąż próbować i próbować. Nie musimy walczyć o każdy dzień i o przetrwanie. 
Owszem bywa ciężko, bo los doświadcza nas w różnoraki sposób i czasem jedyne na co mamy siłę to bezsilny płacz w poduszkę i zduszony krzyk naszej duszy, ale mimo to, mamy w swym posiadaniu najcenniejszy dar – jakim jest komfort dnia jutrzejszego, które na pewno nadejdzie...
A w związku z tym, mamy przed sobą wiele szans, by podnieść się i stawić czoła wszystkiemu.


Teatr pod Białym Latawcem” to powieść o wydźwięku metaforycznym, dzięki czemu autorka jest w stanie przekazać nam o wiele mocniej głębokie przesłanie jakie zawarła w treści książki.

Dziś, kiedy rynek wydawniczy zasypuje nas ogromem lektury do wyboru, takie perły, jak ta powieść wciąż zdarzają się stosunkowo zbyt rzadko. Tym bardziej doceniam staranność z jaką Ilona Gołębiewska pisze swe powieści.

Z żalem zakończyłam czytanie. Z żalem, który nie wypływa bynajmniej z niedokończonych wątków czy źle pociągniętej akcji. Wręcz przeciwnie. Tak było i tym razem.
Teatr pod Białym Latawcem” utwierdził mnie w przekonaniu, że ścieżka wdzięczności, na którą nie tak dawno wkroczyłam, jest jedyną słuszną drogą jaką powinnam iść.

Wznoszę się na wietrze, czasem wyżej, czasem niżej, jak latawiec…
Opadam czasem miękko na trawę, a czasem boleśnie zaczepiam się o wystające gałęzie drzew…
Ale wciąż i wciąż mam szansę, na jutro,
Na jutro, które na pewno nadejdzie...
Na jutro, w którym mogę wszystko.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję autorce Ilonie Gołębiewskiej 
oraz Wydawnictwu Muza.


Wypożycz na w.bibliotece.pl

niedziela, 30 grudnia 2018

"Zabójczy pocisk" Antologia



ZABÓJCZY

POCISK

Autor: Bartosz Szczygielski, Jakub Małecki, Joanna Opiat-Bojarska, Katarzyna Puzyńska, Magdalena Knedler, Marta Guzowska, Marta Matyszczak, Olga Rudnicka, Remigiusz Mróz, Robert Małecki, Rogala Małgorzata, Ryszard Ćwirlej, Tomasz Sekielski, Wojciech Chmielarz i Łukasz Orbitowski

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Zabójczy pocisk” to antologia opowiadań kryminalnych, napisanych przez piętnastu polskich autorów. Z twórczością niektórych miałam do czynienia już wcześniej i mocno cenię sobie te „znajomości”, natomiast z innymi nigdy wcześniej nie miałam okazji się zapoznać.
Jakie zatem są moje odczucia po tej lekturze?
Czy kryminalne historie przedstawione w owym zbiorze są warte uwagi?
I czy Polska naprawdę kryminałem stoi?
O tym dowiecie się już za chwilę.

Takiej książki na polskim rynku jeszcze nie było! 15 kryminalnych spraw. 15 najlepszych polskich pisarzy.

"Zabójczy pocisk" funduje czytelnikowi wędrówkę po najmroczniejszych zakamarkach ludzkiej duszy. Kto zabił, dlaczego, kiedy i czy z premedytacją? Jak wykluwa się zbrodnia?

Zbiór opowieści kryminalnych o różnych rodzajach zbrodni. I choć każda z nich mówi o konkretnym czasie i miejscu, dopowiada też kilka zdań prawdy o nas jako grzesznym i upadłym gatunku. Zapraszamy na upiorną podróż w głąb ludzkiej psychiki...



Zabójczy pocisk” to zbiór 16 opowiadań napisanych piórem 15 rodzimych autorów. Historie różne, niektóre krwawe, brutalne i mocne, inne lżejsze, a jeszcze inne z nutką dobrego humoru. Niezależnie od tego, czym podszyte mają wspólny mianownik – zbrodnię.

Rafał Bielski "Skąd się bierze zło?" - bardzo dobry wstęp do antologii, nie traktowałam tego jako opowiadanie, bo też nim nie jest.

Łukasz Orbitowski "Stalowa. Baśń" historia dość dziwna, aczkolwiek mówiąca o miłości, która stała się zarzewiem zbrodni, niezbyt przypadła mi do gustu, ale nie była też ostatecznie zła. (pierwsze spotkanie z autorem).

Remigiusz Mróz "Hakowy" jako fanka twórczości Mroza, jestem pod wrażeniem, opowiadanie chociaż krótkie, ale za to jakże treściwe, no i zakończenie...no cóż – zaskoczenie wielkie.

Jakub Małecki "Puch" opowiadanie mocne, bardzo dobre, „Kociątko” rozłożyło mnie na łopatki; po prostu, świetne studium tego, co może skrywać psychika człowieka. (pierwsze spotkanie z autorem).

Joanna Opiat-Bojarska "Przeznaczenie" Miłość, obsesja, zdrada, zazdrość, zbrodnia; kawałek dobrej lektury (pierwsze spotkanie z autorką).

Wojciech Chmielarz "Telefon" jak dla mnie, opowiadanie świetne, tym bardziej, że zawiera w sobie odrobinę faktów, a to wzmacnia wiarygodność i podkręca klimat wydźwięku. (pierwsze spotkanie z autorem) i raczej nie ostatnie.

Olga Rudnicka "Byle do lata" opowiadanie z nutą dobrego humoru pełnego ironii, ale też wartka akcja, świetne.

Katarzyna Puzyńska "Wszędzie krew" opowiadanie inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, świetna kreacja bohaterki, akcja wartka i zmierzająca ku zaskakującemu zakończeniu, jako stała fanka twórczości autorki nie zawiodłam się.

Marta Guzowska "Plan B" hmm...dość trudno mi się odnieść do tego, jak dla mnie zbrodni to tam nie było, akcja i owszem, ale nic specjalnego. (pierwsze spotkanie z autorką).

Magdalena Knedler "Jadzia Markowska" wiedziałam, że pod tym opowiadaniem znajdę kawałek dobrej lektury i nie myliłam się, świetne opowiadanie.

Bartosz Szczygielski "Sprawiedliwość dla wszystkich" opowiadanie nie przemówiło do mnie, dość dziwny utwór. "Zero, zero osiem" co za emocje! Doprawdy nie spodziewałam się czegoś tak mocnego i dobrego (zwłaszcza, że poprzednie opowiadanie mnie nie zachwyciło), mistrzostwo!
(pierwsze spotkanie z autorem).

Ryszard Ćwirlej "Kto się boi Czarnej Wołgi?" - wychowana na strachach o czarnej Wołdze, przeczytałam z niekłamaną przyjemnością, opowiadanie z humorem, który doprawdy był niesamowity, rewelacja! (pierwsze spotkanie z autorem).

Robert Małecki "Kosa" opowiadanie inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, dość ciekawe, poprawne, ale mnie nie powaliło na kolana. (pierwsze spotkanie z autorem).

Małgorzata Rogala "Córka Koryntu i prawiczek" jako fanka twórczości autorki, spodziewałam się czegoś w stylu serii o Tomczyku i Górskiej, ale jednak było inaczej; sama nie wiem czy to dobrze czy źle, było poprawnie, zdecydowanie wolę przygody Agaty i Sławka.

Marta Matyszczak "Trup, którego nie ma" No tego to ja się nie spodziewałam! A tu taka niespodzianka! Spotkać tak ni stąd ni z owąd mojego ulubieńca Gucia (podczas wytrwałych i niecierpliwych oczekiwań piątego tomu „Kryminału pod psem”) to prawdziwa gratka! Jest zbrodnia, jest i niezawodny psi humor, jest Róża i Solański. Rewelacja!

Tomasz Siekielski "Że cię nie opuszczę aż do śmierci" – to chyba najmocniejsze i najbardziej dotykające mnie opowiadanie. Czułam każde drganie mięśnia, każdy ruch i każdy cierń, którego doświadczała główna bohaterka. Zakończenie zaskakujące, ale takiego właśnie oczekiwałam. (pierwsze spotkanie z autorem) raczej nie ostatnie.


Jak wypada zatem w moich oczach cała antologia?
Z 16stu opowiadań jedynie 4 nie wzbudziły we mnie pełnego zachwytu i dreszczu prawdziwych emocji. A więc ocena całości wypada zdecydowanie na plus.

Antologia „Zabójczy pocisk” jest świetnym rozwiązaniem, dla tych którzy pragną zapoznać się z twórczością nieznanych im wcześniej autorów. W moim przypadku na liście nazwisk „kryminalnych” dopisałam sobie kilka pozycji.

Zabójczy pocisk” to tak, jak wspomniałam na początku opowiadania napisane w różnym stylu ( nie mogło być inaczej skoro autorów było tak wielu), rozmaicie opowiedzianych, jedne oparte na faktach, inne całkowicie fikcyjne. Jedne bardzo mroczne i przejmujące, inne lżejsze i doprawione dobrym humorem. Niektóre utrzymane w konwencji reportażu, inne bardziej przypominają zagadkę kryminalną, ale praktycznie wszystkie mają w sobie to „coś” co kryminał powinien posiadać. 
Owszem nie wszystkie historie do mnie przemówiły, ale przecież nie można wszystkim dogodzić, czyż nie?

Ogólnie jestem zadowolona, warto było kupić i przeczytać!

Warto, nie tylko ze względu na kryminalne walory i na kilka dobry dreszczy na karku, ale również dlatego, że kupując tę książkę wspieramy Fundację „Pomoc Kobietom i Dzieciom”.
KRS 0000025056

"Tylko jeden wieczór" Krystyna Mirek




TYLKO 

JEDEN 

WIECZÓR

Autor: Krystyna Mirek
Wydawnictwo: Edipresse

„Tylko jeden wieczór” to jedna z wielu świątecznych pozycji, jakie w tym roku znajdziemy na rynku wydawniczym. Wśród grona wielu znanych autorów Krystyna Mirek słynie z tworzenia pięknych, pełnych melancholii i refleksji powieści. Na swoim koncie posiada wiele dobrych i przyjemnych dla czytelniczej duszy książek.
Jaka jest zatem świąteczna Krystyna Mirek?

Znana aktorka Amelia Diamond zbudowała życie doskonałe. Podziwiają ją tysiące kobiet. Ma wszystko. Urodę, sławę, przepiękne złote włosy, kochającego męża, dom i wspaniałe dzieci. W Internecie cieszy się ogromną popularnością. Zbudowała takie życie od zera. Wyszła z dna, by wspiąć się na sam szczyt.
Święta to dla niej piękny i ważny rodzinny czas, opowiada o tym w każdym wywiadzie. W tym roku wyjątkowo będzie mieć na kolacji wigilijnej nieplanowanych gości. Z powodu nagłej śmierci siostry musi przyjąć szwagra i jego córeczkę.
To tylko jeden wieczór – powtarza sobie. – Jakże prosta sprawa.
Ale to nieprawda. Amelia ma bowiem tylko jedną, ale za to wielką tajemnicę. W zwykłe dni łatwo ją ukrywa, nikt się nie domyśla, ale w święta może się to okazać nie lada wyzwaniem. 
Czy życie zbudowane na kłamstwie może się udać? Jaką cenę płaci się za doskonały wizerunek? Czy warto jeszcze żyć naprawdę? A może lepiej tylko w sieci? Tam wszystko jest łatwiejsze.
Czy Amelia odważy się zaryzykować wszystko w imię czegoś tak ulotnego jak miłość? 
Poruszająca, ciepła opowieść o świątecznej magii, najważniejszych pytaniach i nadziei. O tym, że nigdy nie jest za późno na nowy początek.

Zanim zacznę, moją uwagę zwrócę jeszcze na moment w stronę grafiki okładkowej. 
Jestem urzeczona jej pięknem, świątecznym nastrojem, a nawet zimową aurą, którą odczuwa się już od samego patrzenia na książkę. Mróz szczypiący rozkosznie w policzki czuję na swojej skórze za każdym razem.



„Tylko jeden wieczór” to historia Amelii Diamond – a raczej Sylwii Nowak, która pod scenicznym błyskotliwym nazwiskiem ukryła całe swoje życie. Ta bohaterka to idealny przykład na to, że nie wszystko to, co pokazują w mediach jest prawdą. Bywa, że pod fleszami i ogromem sukcesów kryje się prawda zgoła inna od tego, co wszyscy widzimy na szklanym ekranie. Bywa, że pod idealną fasadą rodzinnego szczęścia, znajdziemy całkowity rozkład rodziny, samotność, egoizm, niezrozumienie.
Autorka świetnie obnażyła świat celebrytów, oczywiście, taki przykład może stanowić niewielki procent tego, co widzimy w internetach i telewizji, ale może warto spojrzeć na prostotę tej sytuacji i uświadomić sobie, że życie rzadko kiedy jest złożone z pasma powodzeń. Nigdy nie jest tak pięknie i tak cudownie, jak nam się wydaje.
Krystyna Mirek mówi o tym wprost, odkrywa przed nami kolejne kłamstwa autorki, odsłania jej
wady i codzienne życie, któremu daleko jest do ideału.
Moim zdaniem świetnie pokazana kreacja – która ma za zadanie zdjąć z naszych nosów różowe okulary, poprzez które nazbyt często (z zazdrością) spozieramy na życie innych, tych którym w naszym mniemaniu powiodło się lepiej.
Jak świat stary – mówi się, że "nie wszystko złoto co się świeci". I to prawda, często pod fałszywym blaskiem kryje się zwykły tombak.
Warto zatem docenić to, co sami mamy, gdyż w ostatecznym rozrachunku może się okazać, że jesteśmy prawdziwymi szczęściarzami i bogaczami.

Czy Sylwii uda się uratować własną rodzinę przed porażką?
Czy podda się fali hejtu i nienawiści ze strony dotychczasowych fanów?
Czy będzie w stanie odnaleźć samą siebie, zgubioną gdzieś w drodze do sławy?
Czy pomiędzy nią a jej mężem tli się jeszcze ta moc, która ich połączyła dawno temu?

W powieści „Tylko jeden wieczór” bardzo spodobał mi się wątek poboczny, traktujący o starszej, mądrej życiowo pani Zosi oraz jej syna.
Historia Marcina, banalna, ale jakże prawdziwa...zapadła mi w serce bardzo mocno.
Z jednej strony byłam na niego strasznie wściekła, a z drugiej strony było mi go zwyczajnie żal. Czułam niepomierny podziw patrząc na jego żonę, ja bym nie miała w sobie tyle spokoju, cierpliwości i dystansu, co ona.
Ten drugoplanowy wątek, w moim mniemaniu, zawiera niepowtarzalnie dużą dawkę, miłości, odwagi, ale również przestrogi.
Syn pani Zosi – Marcin – to typowy przykład altruisty, który przedkłada dobro innych nad własne. Zawsze uczynny, do rany przyłóż, nie potrafi dojrzeć fałszu i zła w innych ludziach, a już zwłaszcza w tych, których zna od dawna. Tym sposobem, jego lojalność wobec przyjaciela, sprawiła, że obudził się z ręką w nocniku. Nie dość, że z wielkim kredytem na barkach, to jeszcze bez dachu nad głową i rodziny, którą kochał.
„Masz miękkie serce, musisz mieć twardy tyłek” - jak powiadają.
I tak też Krystyna Mirek potraktowała owego bohatera.
Nie zdradzę Wam jednak jak zakończyła się jego historia. Uważam, że warto z niej wyciągnąć mocne, esencjonalne wnioski i praktykować je we własnym życiu.


„Tylko jeden wieczór” to pozornie lekka historia dwójki ludzi – sławnej aktorki Amelii i zwyczajnego faceta Marcina. Czyta się ją szybko, lekko i przyjemnie.
Owszem momentami wydaje się być mało spójna i mało świąteczna, nie ma w niej bowiem doniosłości sprzyjającej barwnemu i radosnemu klimatowi Świąt Bożego Narodzenia.
Dialogi czasem są nieco sztuczne i nudzące. 
Niektóre wątki zdają się być na siłę przedłużone – jak choćby tajemnica – kto jest ojcem Julki.

Mimo wszystko, uważam że ta powieść ma w sobie to „coś” – niekoniecznie wspólnego z budowaniem nastroju świątecznego. Najważniejsze bowiem jest to, czego jesteśmy w stanie się doszukać pomiędzy wierszami.
Autorka nie zawiodła moich oczekiwań, ponieważ jak zawsze wplotła w fabułę mnóstwo mądrości. I tym razem również tak było.
To jest właśnie to, co lubię najbardziej w powieściach Krystyny Mirek – prostota przepleciona ogromną dawką wiedzy i refleksji.

A poza tym, moi Drodzy,
Czy Wasze Święta Bożego Narodzenia zawsze są pełne radości i wzniosłości?
Ile razy w okresie około świątecznym doznawaliście rozpaczy, samotności i kłopotów?

Wydaje mi się, że szczera odpowiedź będzie tylko jedna.

Ja wiem, powiecie, że mimo wszystko sięgając po propozycje świąteczne oczekujecie klimatu piernikowo – lukrowego, pachnącego cynamonem i pomarańczą.
Ale powiedzmy sobie szczerze – klimat świąt,  to nie lampki choinkowe, nie aromat ciast i barszczu, nie iluminacje podwórkowe i nie słodko – słodkie pitu pitu.
Klimat świąt to stan ducha!
I tylko od nas zależy czy przytłoczeni ciężarem codziennego życia będziemy w stanie go odnaleźć i poczuć magię świąt.

„Tylko jeden wieczór” skłania do refleksji, a święta w moim odczuciu to czas idealny do tego, by zrobić rachunek sumienia i odnaleźć w sobie człowieka. Zaufać sercu i naprawić to, co jeszcze da się naprawić. 

"Zwykłe życie to coś bardzo niezwykłego. 
Najtrudniej je zbudować".


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Edpiresse.



Wypożycz na w.bibliotece.pl


niedziela, 9 grudnia 2018

"Zakochane Zakopane" Antologia świąteczna




ZAKOCHANE 

ZAKOPANE

Autor: AGNIESZKA KRAWCZYK, KRYSTYNA MIREK, ANNA H. NIEMCZYNOW, MAGDA STACHULA, ANNA SZCZYPCZYŃSKA, KAROLINA WILCZYŃSKA, MAGDALENA WITKIEWICZ.
Wydawnictwo: FILIA

To już czwarta antologia świątecznych opowiadań wydanych przez Wydawnictwo Filia. Nie będę zatem ukrywać, że jak tylko ukazała się jej zapowiedź stała się pozycją obowiązkową dla mnie na ten rok. Po przeczytaniu trzech pierwszych antologii nie mogło być inaczej.

Tym razem autorki opowiadań zabierają nas do Zakopanego. Cóż tam na nas czeka? Czy święta poza domem mogą być udane? A może mogą być o niebo lepsze?

Najsłynniejszy górski kurort zimą aż kipi życiem. Roi się w nim od amatorów rozrywek i używek, można także zauważyć wytrwałych bywalców tatrzańskich szlaków. Spragnieni odmiany mieszkańcy wielkich aglomeracji, amatorzy białego szaleństwa, regularni turyści, a także debiutanci na zakopiańskich deptakach – w Zakopanem spotkacie całą plejadę barwnych postaci.
Co stanie się, gdy drogi ich wszystkich przetną się na gwarnych Krupówkach, a serca zabiją jeszcze mocniej na hasło: ZAKOCHANE ZAKOPANE?! A wszystko przez jedną akcję promocyjną, w której wygraną był tygodniowy pobyt w WILLI POD JODŁAMI dla zakochanych...
Co z tego wyniknie? Czy miłość można wygrać w konkursie?
Zakochane Zakopane – tam zdarzyć może się wszystko!

Zakochane Zakopane” jest zbiorem siedmiu różnych historii, które chociaż zupełnie inne i zaskakujące, łączą się ze sobą w magiczną całość. Wspólnym mianownikiem tychże opowieści są bowiem święta Bożego Narodzenia, a także miejsce akcji – Zakopane, które przyciąga nas swoim jakże niepowtarzalnym urokiem niezależnie od pory roku.

Nie będę ukrywać, że na opowiadania moich ulubionych autorek cieszyłam się, jak dziecko trzymające w dłoniach cukrową laskę. Z twórczością niektórych zaś spotkałam się po raz pierwszy i muszę stwierdzić, że chyba grono moich ulubieńców poszerzy swoje kręgi.


Małe kłamstewka” Agnieszki Krawczyk – historia pełna ciepła i mądrości, gdzie zimno i mróz odkrywa nasze prawdziwe oblicze, pełne strachu o to co pomyślą o nas inni.

Wymarzony upominek” Krystyny Mirek – opowieść o miłości, cierpliwości, a przede wszystkim o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by naprawić nasze błędy.

Łańcuszek Couego” Anny H. Niemczynow – otuliła mnie miłością i wiarą, w to, że wszystko może się zdarzyć, jeśli tylko bardzo mocno tego będziemy pragnąć, że cuda zdarzają się nie tylko w święta...a z każdym dniem i w każdym aspekcie może być lepiej i lepiej (zrobiłam swój łańcuszek Couego). Pierwszy zaprogramowany węzełek już się spełnił <3 <3 <3 Aniu dziękuję, dziękuję, dziękuję po stokroć. 

Idealna para” Magdy Stachuli – przepełniona żalem, a jednocześnie mimo wszystko miłością, która jest w stanie pokonać wiele, a nader wszystko wybaczyć.

Serce z bristolu” Anny Szczypczyńskiej – zauroczy Was swoim klimatem, pełne miłości tej pierwszej i najważniejszej, która dowodzi, że życie czasem rozdaje karty zupełnie nieoczekiwanie.

Lawiny schodzą nieoczekiwanie” Karoliny Wilczyńskiej – przyprawione drżeniem serca, odrobiną strachu, ale i coraz to nowszymi odczuciami, które w rezultacie zaleją Was lawiną ciepła i spełnienia.

Kocham cię, kochanie moje” Magdaleny Witkiewicz – opowiadanie zwieńczyło całą antologię i dopełniło magią oraz niepowtarzalnym klimatem pełnym ciepła, zapachu pierników i zielonego świerku, szczyptą śniegu i mrozu, a przede wszystkim miłości, jak przystało na specjalistkę od szczęśliwych zakończeń.


Zakochane Zakopane” to fantastyczne preludium do wkroczenia w okres około świąteczny. Zatrzyma Was na chwilę w tym szalonym pędzie prania, sprzątania i gotowania. Przypomni o tym, co najważniejsze jest i być powinno – o miłości i wybaczeniu.
Ten świąteczny zbiór opowiadań daje również nadzieję. Nie mamy pojęcia co jutro czy pojutrze przyniesie nam los...może się okazać, że chociaż dziś patrzymy na przyszłość ze łzami w oczach i strachem w sercu, za jakiś czas życie sprawi nam niezwykłą niespodziankę, która na zawsze odmieni nasze życie.

Za wspaniałą przygodę w zaśnieżonym Zakopanem, gdzie mogłam zasiąść z kubkiem gorącej czekolady przed kominkiem, za łzy wzruszenia i grzańca na stoku, za wiarę i pięknie rozpoczęty świąteczny okres dziękuję Wydawnictwu Filia i wszystkim Autorkom.



wypożycz na w.bibliotece.pl


Ps. Polecam Wam również wcześniejsze antologie świątecznych opowiadań wydanych przez Wydawnictwo Filia, które otulą Was świątecznym ciepłem i sprawią, że dusza zadrży ze wzruszenia. 
* "Cicha 5" 
* "Siedem życzeń" 
* "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej"