czwartek, 10 maja 2018

"Pora na miłość" Malwina Ferenz / RECENZJA PREMIEROWA


PORA NA MIŁOŚĆ

Autor: Malwina Ferenz
Wydawnictwo: FILIA

„Pora na miłość” to debiut Malwiny Ferenz, który swoją premierę miał wczoraj tj. 9 maja br. 
W pierwszej kolejności zainteresował mnie tym, że akcja umieszczona jest we Wrocławiu. Mieszkałam tam swego czasu, darzę to miasto ogromnym sentymentem, dlatego byłam bardzo ciekawa tejże lektury. 
Czy Malwina Ferenz zabrała mnie w autentyczną podróż wrocławskimi ulicami i zakątkami? 
Czy ten debiut można uznać za udany?
Przekonacie się o tym lada chwila.

Jest taki stan ducha, który nie ma ani wieku ani odpowiednich miejsc czy pór roku. Pojawia się i sprawia, że nagle jesteś gotowa na wszystko. To właśnie miłość.
Zdawałoby się, że nic nie jest w stanie połączyć karierowiczki z banku ze starą panną z kotami, świeżo upieczoną maturzystką i gospodynią domową. Jednak życie pisze swoje przewrotne scenariusze.
Wśród urokliwych ulic Wrocławia coś burzy spokój czterech niezwykłych kobiet.
Magda traci pracę, kończy czterdziestkę i kolejny słoik nutelli. Julia pnie się po szczeblach kariery podczas, gdy jej teściowa wznosi modły o wnuka. Kaśka podgląda wrocławian z parkowych drzew i uwiecznia ich na zdjęciach, a Aniela rozsiewa optymizm na prawo i lewo doprowadzając tym do szału wszystkie sąsiadki.
Nieoczekiwany punkt zwrotny w życiu każdej z nich sprawia, że muszą zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Bo gdy los mówi “sprawdzam”, przychodzi czas na decyzje, które będą mieć swoje konsekwencje.
Czy wybiorą słusznie? Czy wybrną z tego zwycięsko? Czy zdadzą egzamin?

Powieść „Pora na miłość” Malwiny Ferenz zaskoczyła mnie, gdyż sądziłam, że jest to jedna spójna historia. Tymczasem okazało się, że autorka prowadzi nas ulicami miasta oraz oprowadza nas po jego pięknych zakątkach mniej lub bardziej znanych o różnych porach roku. Powieść podzielona jest na cztery części, spędzamy we Wrocławiu lato, jesień, zimę oraz wiosnę. Każda z pór roku to odrębna historia o ludziach, którzy pozornie nie są ze sobą w żaden sposób powiązani, a jednak autorka miło połechtała moje czytelnicze ego i w sposób płynny i niezbyt oczywisty powiązała wszystkie cztery historie ze sobą. Bardzo mi się ten zabieg podobał, no i oczywiście co tu dużo mówić – w pewnym sensie odzwierciedla to idealnie klimat Wrocławia, bo choć miasto należy do sporych i przewija się przez nie tryliard populacji – to jednocześnie jest to Miasto Spotkań, gdzie świat często i gęsto okazuje się być bardzo mały i wszyscy gdzieś się tam pokątnie znają. To autorce udało się elegancko przemycić w tej powieści i uchwycić owe zjawisko w sposób idealny.

Maliwna Ferenz bardzo autentycznie oddała klimat oraz charakter miasta. Czułam się fantastycznie spacerując ponownie Rynkiem Głównym obok mojej ulubionej przeszklonej fontanny i wręcz czułam na ramionach krople wody z kurtyn wodnych :), odwiedziłam Park Szczytnicki – jeden z najładniejszych moim zdaniem we Wrocławiu, słyszałam terkoczące tramwaje sunące po szynach ospale w godzinach szczytu (ah...to było najgorsze zwłaszcza latem i zimą), przeszłam się Placem Dominikańskim i Grunwaldzkim i wypiłam piwko na Wyspie Słodowej. Cudnie było! Nie będę ukrywać, że autorka świetnie udźwignęła tematykę opisów – nie były zbyt długie ani nudzące. Wręcz przeciwnie, miasto opisane jest lekko, plastycznie i ekspresyjnie, nie ma czasu, bo ten w tym miejscu nigdy nie stoi. Autorka nie idealizowała – to co jest paskudne we Wrocławiu należycie zaznaczyła, za co ma ode mnie ogromnego plusa – bo to jednak było dla mnie ważne i dzięki temu wizyta we Wrocławiu pod rękę z Malwiną uważam za bardzo udaną.


„Pora na miłość” to cztery różne historie, ukryte pomiędzy torami tramwajowymi i starymi murami kamienic. To historie jakich wiele, wiadomo nie od dziś, że życie pisze różne scenariusze i nie zawsze jest kolorowo. Kaśka, Julia, Magda, Aniela – to cztery główne bohaterki, każda w innym wieku, każda z nich doświadcza życia i miłości oraz smutku w zupełnie odmienny sposób. Postaci zarówno główne jak i poboczne są dobrze wykreowane i naprawdę, wiele razy utożsamiałam się z nimi. Miałam wrażenie, jakbym je kiedyś minęła na ulicy czy spotkała pod wiatą przystankową. Jest to dużym plusem – kolejnym zresztą – bo dzięki temu rok spędzony z nimi we Wrocławiu mija w mgnieniu oka, i to dosłownie.


„Pora na miłość” to cztery opowieści pełne ciepła o poszukiwaniu miłości i o tym, że rządzi się ona własnymi prawami. Nigdy nie przychodzi do nas wtedy, kiedy chcemy, ani w takiej formie jak sobie ją wyobrażamy. Czyż nie prawda?
Właśnie to Malwina Ferenz uwydatniła w swoich historiach i poczyniła to w najciekawszy z możliwych sposobów, bez zatapiania się w banałach i przewidywalności.

Serdecznie wam polecam powieść „Pora na miłość”, bo jest to książka idealna na ciepłe przedwakacyjne popołudnia, która z własnego pokoju czy ogrodu przeniesie Was błyskawicznie do Wrocławia, gdzie poznacie całe mnóstwo przesympatycznych ludzi jak również poznacie Stolicę Dolnego Śląska od podszewki. 


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Filia. 

Wypożycz na w.bibliotece.pl

3 komentarze:

  1. Jakoś specjalnie szukać jej nie będę, ale jeśli wpadnie w moje ręce przez przypadek, nie odmówię lektury. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Aga - jak wpadnie w Twoje ręce to przeczytaj :) Może akurat Ci się spodoba. Czasami warto dać szansę debiutującym autorom. :)

    OdpowiedzUsuń